UWAGA SPOILER!

Obojętnie czy kairos będziemy tłumaczyć mitologicznie czy teologicznie. Jest taki moment, który może zmienić w życiu absolutnie wszystko. Całkowicie, zupełnie i do końca. Chwila, w której trzeba przestać deklarować, snuć marzenia, opowiadać o przyszłości, planować, myśleć – należy tylko wykonać ruch, zrobić krok. Ale taka szansa przychodzi tylko raz. Jeden, jedyny. I nigdy się już nie powtórzy.

Zanim sięgnąłem po swojego kolejnego Whartona miałem już przekonanie, że historia nie skończy się „jak w amerykańskim filmie”. Za blisko było autorowi do ludzkiej natury, żeby mógł karmić czytelnika „happy end’ami”.

Może sprawia to jego wiedza psychologa, a może nieustający czas teraźniejszy powieści i pierwsza osoba liczby pojedynczej, w której przeżywa się całą historię. Wharton powoli uwalnia nitki empatii i jego opowieść, w jakiś mimowolny sposób staje się moją. Patrzę oczami bohatera, myślę jego myślami, mówię jego słowami. W pewnym momencie nawet obce decyzje, odruchy, reakcje – stają się jakby moimi.

Autor jest dla swego bohatera cudownie przezroczysty. Do samego końca. Wszystko jest w naszych rękach. Jako czytelnik mogę pouczać tytułowego Rubio, mogę krytykować jego brak decyzyjności, złościć się na niego, że jest tak beznadziejnie niedomyślny. Że wciąż niczego się nie nauczył i nie zrozumiał.

Mogę mu też współczuć – bo wszystko co trzeba w końcu dostrzeże, zrozumie i poczuje.

Tylko, że jego kairos już minął.

Za późno – to najkrótsza definicja ludzkiej rozpaczy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s