Tak się złożyło, że w jednym czasie dotknąłem dwóch, chyba krańcowo różnych, podejść do literatury wysokiej próby.

Tomasz Mann i Ernest Hemingway.

Pierwszy – zanurzony w refleksje, dygresje, tkwi w środku opowiadanej historii, jest przed nią, wyprzedza czas i zagląda co będzie „po”, a często po prostu przygląda się jej z boku.

Drugi – przeciwnie. Chłonie emocje, myśli, nastroje swoich bohaterów i odbije je jak w lustrze. Nie sili się na tłumaczenia, komentarze. Ale same obrazy są żywe i pomimo swej, momentami skrajnej, prostoty – pełne.

Wydaje się, że treść poszczególnych rozdziałów MIEĆ I NIE MIEĆ łączy postać Harrego Morgana, ale tak naprawdę nie przeszkadza to autorowi opisywać ułamki z życia osób, których Harry minął na ulicy – a nawet nigdy nie miał okazji spotkać. Znaleźli się tylko w tym samym miejscu i czasie co bohater.

Język Hemingwaya? Co z tego, że nigdy nie interesowałem się wędkowaniem. Opis polowanie na marliny z pierwszych stron powieści wystarczył, żeby zaciskać ręce na nieistniejącej wędce i zmagać się z walczącą o życie rybą. Jak on to robi że mimo zmieniających się postaci, tak łatwo wejść „w skórę” opisywanych ludzi? A zawsze wydawało mi się, że jego pisarstwo jest po prostu przezroczyste…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s