Nie lubię w literaturze (i w życiu) ludzi absolutnie pewnych wszystkiego – bez wątpliwości i błędów. Obawiam się bohaterów (i ludzi), którzy nie mają potrzeby zatrzymania się, którzy się nie dziwią… Taka literatura cuchnie polityczną agitacją albo religijną sektą.

Wolę, jeśli ktoś klęka przed „nie wiem”, „nie rozumiem”. Cenię i podziwiam tych, którzy szukają, boją się, łamią sami ze sobą. Wolę tych, na których spada ciężar dociekania, prób zrozumienia, zmagania ze światem, ideą, marzeniem, strachem, którzy się buntują…

Kazantzakis nie zawodzi. Wiara i zwątpienie; szczęście i pustka – splatają się ze sobą. Strach przed śmiercią, przemijaniem i zgoda na „wieczność” w teraźniejszej chwili. Dużo tu tego. Niby wszystko tworzy całość historii, ale pojedyncze fragmenty są same w sobie przypowieściami, historiami i rozważaniami, które z powodzeniem mogą żyć swoim własnym życiem.

Żal prześlizgiwać się po tej książce bez chwili czasu, bez możliwości zwolnienia – przeczytania danego fragmentu jeszcze raz.

Chociaż z drugiej strony… książka otwierana teraz „na chybił trafił” smakuje równie doskonale 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s