Całkiem możliwe, że 100 lat samotności to najwybitniejsze dzieło Marqueza. Jak na razie z przyjemnością przeczytałem MIŁOŚĆ W CZASACH ZARAZY, przebrnąłem przez OPOWIEŚĆ ROZBITKA i poddałem w jednej trzeciej GENERAŁA W LABIRYNCIE.

Gdyby nie moja czytelnicza ignorancja wobec tej części świata, historii i kultury Kolumbii wszystko mogłoby wyglądać w odbiorze inaczej. Nie będę skupiał się na tytułowej samotności, która dotyka w różny sposób wszystkich bohaterów powieści. Nie będę doszukiwał się kto jest kim – i czyim jest synem, córką, żoną, kochanką. Przecież i tak wszyscy ciągle nazywają się tak samo. Nie będę doszukiwać się prywatnych przeżyć autora i dlaczego największe namiętności bohaterów zawsze są adresowane kazirodczo. Nie potrzebuję odniesień i porównań do literatury światowej i Biblii (a to ci heca?) jakie odnaleźli w niej krytycy.

Literacki Nobel powinien o czymś świadczyć. Chciałbym, żeby poza egzotyką pisarza, za wartością tej książki przemawiała magia. Wystarczyłoby, żeby powieść (na co się zapowiadało) byłą zbiorem bardzo realistycznych baśni. Baśni z Macondo. Ale im dalej w treść, baśnie coraz bardziej wyglądają jak uliczny teatr kukiełkowy. A kukiełki to tylko drewniane, sztuczne, martwe lalki – nijak nie pasujące do żywych osób i coraz mniej do nich podobne. Wreszcie jest to już tylko teatr cieni, który pojawił się znikąd i w nicości utonął.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s