Książka była zacnie gruba. Młody polecał, więc czemu nie spróbować?

No i opłaciło się.

Stworzone zgodnie z najlepszymi regułami gatunku METRO 2033 można połykać całymi haustami. Ciężko zająć się innymi tematami, zdecydować się na sen lub przeciwnie na wstanie rano z łóżka. Całość wciąga jak kiedyś „telewizornia”.

Natłok zbiegów okoliczności budził początkowo obawy – czy to na pewno literatura „dla dorosłych”? Ale autor nie zawiódł zaufania. Podziękowania ze wtręty, sceny poboczne i zaskakujące dialogi. I za zakończenie.

Opisywane moskiewskie metro to mikrokosmos odbijający nasze człowiecze społeczeństwo. I nie jest to obraz ciepły, pogodny i przychylny ludziom. A finał akcji rozwijającej się przez prawie 600 stron brzmi jak zatrzaśnięcie ciężkich drzwi. A my zostajemy zamknięcie za nimi – w ciemnościach.

Można się pokusić o przypuszczenie, że książka to forma terapii na małą depresję u inteligentnego, zorientowanego w świecie i społeczeństwie korespondenta wojennego i dziennikarza.

Tylko skąd taki sukces powieści i tłumaczenia na kilkadziesiąt języków?

Czyżby jednak miał rację?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s