Opinię na temat JHB już mam. Nie zmieniła tego jego najnowsza książka. Od zwrotu o „oplataniu spojrzeniami” trzęsie mnie już nie tylko wewnętrznie (nie mnie jednego). Nie pomogła nawet jego modyfikacja i „nowe ciuszki” nałożone na tekst wyskakujący co rusz jak królik z kapelusza. Ale te moje nerwowe komentarze dotyczą stylu (lub osobowości autora). Tej bezczelności nie tylko w pisaniu, która pozwala mu wcisnąć się tam, gdzie inni nie mieliby szans.

I może tylko dlatego powstała książka zdecydowanie warta przeczytania bo… lekko niemożliwa. Różna od wszystkich lepszych lub gorszych dzieł powstających w bardzo hermetycznym środowisku wspinaczy gór wysokich. Napisana na podstawie obserwacji z boku. Ale obserwacji w środowisku, do którego zwykli śmiertelnicy nie mają i nigdy mieć nie będą dostępu.

JHB jest dobrym reporterem. Widzi bardzo dużo. Nie zapomina. Kojarzy fakty. Nie daje się zmanipulować. Pretensje można mieć do jego wizji, oglądu rzeczywistości. Ale nie do błędnych obserwacji.

Nie napisał jednego złego słowa wprost. Ale mam wrażenie, że perfekcyjnie „odarł” – co za słowo(!) – himalaizm z ideologicznych zachwytów dla ceprów. Zachwytów, którymi karmią książki o górach, przemówienia działaczy i listy do sponsorów wypraw wysokogórskich. I mam takie dziwne przekonanie, że i tak otrzymujemy w książce historię w wersji „soft”.

A tak na koniec. Rzeczywiście dostajemy do ręki historię o miłości. Choć nie tak i nie takiej jak wymyślił sobie autor przed powstaniem książki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s