– Nie czytam science-fiction – odparł Nicholas. Czytam tylko poważnych pisarzy – takich jak Proust, Joyce i Kafka. Jeśli science-fiction będzie miało coś poważnego do powiedzenia, to przeczytam.

Tym razem Dick sam został jednym z bohaterów swojej własnej książki. Występuje pod własnym nazwiskiem, jest pisarzem s-f, przywołuje w treści swoje własne powieści.

Jest trochę jak u Pielewina – tygiel wierzeń i religii, przeżyć mistycznych, ludzkich lęków, cudów i podświadomości. Tylko nie ma ironii. Jest śmiertelnie poważnie.

Ale najbardziej zaskakuje, że im dalej w treść – tym mniej jest to „amerykańska” książka. Zupełnie. Jakby pisał ją ktoś znajomy, odważny mieszkaniec środkowej Europy, doświadczony fizycznymi i duchowymi okupacjami. W dodatku bardzo uduchowiony. Dzielący się smutkiem, swoją wrażliwością. I nadzieją pozwalającą wygrywać w chwili, którą całe otoczenie uzna za przegraną i ostateczny koniec.

Niesamowite

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s