Bez zmian

Bez zmian

Sterta fiszek z nowymi tytułami, które warto byłoby przeczytać – w żaden sposób nie chce zmniejszyć swojej objętości. Przeciwnie stale rośnie. Mimo tego bez wyrzutów sumienia połknąłem starą jak świat klasykę.

Nadal przekonuje mnie jej wymowa. I pamięć, że najwięcej antywojennej literatury powstało po pierwszej, a przed drugą wojną światową. I to, że już w 1933, cztery lata po pierwszym wydaniu stała się w faszystowskich Niemczech książką zakazaną.

Przekonuje mnie.

W przeciwieństwie do doniesień o sukcesach polityków w działaniach na rzecz światowego pokoju.

Reklamy

72 litery

72 litery

Zbiorek to… 18 lat pracy autora. Nie za dużo tego, ale w tym konkretnym przypadku jakość skutecznie rekompensuje ilość. Jest logicznie, spójnie, intelektualnie – naukowo wręcz. Gość naprawdę wie, co pisze. Zna dziedzinę, w której się porusza.

Każde opowiadanie to zestaw zaskakujący. Jedyne co je łączy, to osoba autora. Różni je wszystko: forma; miejsce akcji; okoliczności; pomysł i świat (uniwersum), w którym dzieje się historia. Właśnie takie nagłe przeskoki okoliczności są przyczyną „zaburzeń” zdumionego czytelnika. Mówiąc wprost – skupienie w jednym miejscu takiej liczby pereł ma skutki uboczne w postaci rozbieganych myśli i urywanych zdań na temat tego co się właśnie przeczytało. Lepiej byłoby dawkować je pojedynczo, z przerwami, z czasem na przemyślenie. Tak – dokładnie to miałem na myśli. Są skonstruowane tak, że nie da się zostawić historii, którą się właśnie skończyło i pójść dalej.

Również dlatego nie można bezpiecznie komentować treści tak, żeby nie odebrać komuś przyjemności z lektury. Mam swoje preferencje i tylko odrobinę, minimalnie odsłonię co mnie konkretnie porwało i oczarowało.

WIEŻA BABILONU – za rewelacyjny koncept

ZROZUM – mistrzostwo świata za całość, absolutny numer jeden całego tomu

WYDECH – za cud (cud czyli coś niewyobrażalnie wyjątkowego i zaskakującego) uniwersum i wszechświat zamknięty na kilku stroniczkach

KUPIEC I WROTA ALCHEMIKA – za niepopularną, ale bardzo ważną mądrość przemyconą w historii jakby żywcem wyjętej z „Księgi 1001 nocy”

CO MA CIESZYĆ OCZY – za… niemówiłem 😉

72 LITERY – za wspaniałe uniwersum

HISTORIA TWOJEGO ŻYCIA oraz DZIELENIE PRZEZ ZERO – za wyjątkową „przestrzenność” i smutną piękność tych historii

Książka trafiła do mnie znienacka.

Nie szkodzi.

Niewiele jest lepszych tematów do dyskusji, niż kilka osób zarażonych entuzjazmem i czytających tę samą pozycję 🙂

Zbyt głośna samotność

Zbyt głośna samotność

„przez szklaną ścianę widziałem ciężarowe samochody, jak przywoziły paczki z książkami, ułożone równo aż po burty, całe nakłady książek, idące prosto na przemiał, zanim choćby jedna stroniczka zatruje ludzkie oczy, ludzki mózg i serce”

Książki to niebezpieczna rzecz. Przez nie można zostać „wbrew własnej woli wykształconym”. A to oznacza spotkanie z prawdą. Ale zamiast wyzwolenia, prawda staje się przyczyną samotności. Krzyczącej samotności, której nie ma ani jak, ani z kim podzielić. Zostaje tylko rozmowa z samym sobą. Monolog wewnętrzny.

Jak wreszcie z taką wiedzą można pracować w składzie makulatury?

Można – jeśli wcześniej stępi się swoją wrażliwość dwoma litami piwa.

ZBYT GŁOŚNA SAMOTNOŚĆ to książeczka, która wiele lat krążyła wśród ludzi w przepisywanych maszynopisach, zanim doczekała się swojego prawdziwego wydania. Niewiele ponad 100 stron, pełnych smutnych – ale poetyckich refleksji. Miałem wrażenie, że zanurzam się w czeską wersję „451 stopni Fahrenheita”. Ech! Jak ten Hrabal pięknie składa słowa…

Apokryf

Apokryf

– Bóg świadkiem, że nasze dusze są ochocze – zaczął niepewnie Piotr – ale ciała…

– Zamknijcie się do licha! Kiedy dusza jest ochocza, ciało nie ma nic do gadania. (…) Spójrzcie tchórze, spójrzcie na mnie. Cały posiniaczony, ubranie w strzępach, podbite oczy. I dlaczego? (…) Bo stanąłem w obronie waszego Mistrza. Ja walczyłem z całym tłumem – ja, ja karczmarz, zawszony Cyrenejczyk! A dlaczego to zrobiłem? Może niby uwierzyłem , że jest Mesjaszem i jutro zrobi ze mnie wielkiego pana? Nic z tych rzeczy! Z szacunku dla samego siebie i wcale tego nie żałuję!

Chyba największą krzywdę, jaką zrobiono tej powieści było przedstawienie jej, jako obrazoburczej. Fakt – autor gwiżdże koncertowo na teologiczne standardy, ale w tym przypadku – a wydaje mi się, że jest to przypadek odosobniony – nie ma tu założonej uprzednio złośliwości, kpiny, prowokacji, która miała zapewnić sukces nowej książce. Nie na tym wypada się skupić.

To nie jest książka ani dla materialistów, ani dla agnostyków. Raczej dla wszystkich, którzy nie potrafią niczym zapełnić głębi, jaką w sobie odkryli. W GREKU ZORBIE wszystko było na wierzchu, blisko. Bardzo człowiecze i bardzo ludzkie. W KUSZENIU Powszechna znajomość głównego bohatera Jezusa – przesłania nieco serce autora (i wydaje mi się, że również jego intencje).

Tutaj wpadamy w historię człowieka, który nie mieści się w ramach materialnego i czasowego świata. Ale nie mieści się również w ramach dostępnego świata duchowego. To człowiek, który wierzy. Wierzy boleśnie, samotnie, bez oparcia w czymkolwiek i w kimkolwiek.

I nie da się nie zauważyć jak bardzo bliska jest taka postawa Kazantzakisowi, jak bardzo wydaje się ją rozumieć i współodczuwać. Jest odbiciem potrzeby, której nie dało się spełnić w sposób formalny. Niesamowite i piękne.

Czym jest „prawda”? Czym „fałsz”? To, co daje ludziom skrzydła, co tworzy wielkie dzieła i rozświetla dusze, to co wznosi człowieka ponad ziemię – to wszystko jest prawdą. To, co pozbawia go skrzydeł, jest fałszem.

Całość

Całość

Trochę nie wiem na co najpierw skierować czytelniczą uwagę i od czego zacząć swoje zachęty.

Jest świetny język.

Jest baśniowa historia od której słuchania bezwiednie otwierają się usta:

Wicehrabia stracił na wojnie połowę ciała.

Udało mu się przeżyć i wrócić żywym do domu.

Szybko jednak okazało się, że przeżyła jego gorsza połowa.

Ale wszystko to jest dopiero początkiem historii.

O czym pisze Calvino?

O dobru i złu.

Spokojnie – to nie jest tanie moralizatorstwo.

Jest inteligentnie żartobliwie, ale w żadnym momencie nie prostacko.

Za to bardzo prosto i naturalnie.

– E, wbiłaś sobie coś do głowy, przesadzasz – odpowiedzieli, jak to zwykle starzy odpowiadają młodym; o ile to nie młodzi odpowiadają tak starym”

O tym dobru i złu, które siedzi w człowieku.

Razem z autorem przyglądamy się, co je rozgranicza?

I czy da się żyć będąc tylko połową siebie samego?

Italo Calvino tworząc swoje baśnie zachwycająco opowiada historie o nas samych.

Żartobliwa gawęda w niejednym miejscu potrafi gwałtownie zatrzymać czytelnika (jak wprawny jeździec osadza konia w galopie).

Nie ma się gdzie śpieszyć.

Zanim zrobimy krok dalej – poznajmy siebie lepiej.

Skąd jesteśmy?

Jacy jesteśmy?

Dokąd idziemy?

I właściwie po co?

Siddhartha

Siddhartha

Wpisując zamiast komentarza, opinii, recenzji – tekst piosenki napisanej przez wrażliwego człowieka – może choć troszkę wyczułem za czym tęsknił Hesse tworząc Siddharthę

Pan śpiewak, świat widzi ponuro:
Wciąż tylko o stosach i grobach;
Pan wiesza, poddaje torturom,
Głos pana to wieczna żałoba,
Że trwają – pan za złe ma murom,
A mnie się to życie podoba!

– Proszę pani, ja życie lubię
W jego prawdzie i w jego złudzie;
Ale człowiek dąży ku zgubie,
Wiedzieć o tym nie chcą ludzie.

– Właśnie, ludzie. Niech pan pomyśli
Starczy im prawdziwych przepaści,
A najgorsze – jeszcze się przyśni;
W cierpieniu – wszyscy są właśni.
Pan mówi, że życie to czyściec,
A oni pragnęliby baśni.

– Proszę pani, przecież to robię.
Opowiadam baśnie, choć smutne –
Kim by był niepojęty człowiek
Bez braci Grimm prawdy okrutnej?

– Właśnie, prawda. O co pan pyta?
Obcy panu brak wątpliwości.
To pan śpiewa, co pan przeczytał:
Po prostu świat w książkę uprościł.
Pan gra, kiedy wszechświat zgrzyta.
Pan przeczy człowieczej miłości!

– Proszę pani, cierpieć się staram.
Starczy spytać żony i dzieci.
Kocham. Miłość – księga stara,
Którą warto Bogu polecić.

– Właśnie, Bóg. Pan Boga nie lubi,
Ale mówi, że wciąż Go szuka.
W pańskich trwogach można się zgubić.
Pan publicznie z losem się czubi:
Jaka z tego dla nas nauka?

– Proszę pani, proszę nie czekać
Na nauki, tezy i wnioski –
Jestem egzemplarz człowieka,
A to znaczy – diabli, czyśćcowy i boski.

https://www.youtube.com/watch?v=Yz1Nc1-QOkg

Człowiek, który umie patrzeć

Człowiek, który umie patrzeć

Nie da się ukryć, że lubię prozę Pilcha. Chyba nawet trochę za nią szaleję. Szczególną przyjemność daje słuchanie jego książek. Jeśli przy tym również lektor jest jego fanem – przyjemność jest podwójna.

10 opowiadań zgromadzonych w tomiku dotyka różnych, także pikantnych tematów. W sposób przekonujący historie opowiadane są w pierwszej osobie. Jednak to, co zaczarowało mnie zupełnie – to wspomnienia. Wiślańskie historie rodzinne to baśnie, opisywane słowami kogoś, kto widzi przeszłość i przyszłość – a także wnętrze, uczucia i myśli swoich bohaterów. Nie tylko widzi, ale patrzy na nie ciepło, cierpliwie, z miłością. Czy można okazać większą życzliwość i szacunek?

 

I nie ma znaczenia czy rzeczywiście wszystko to miało miejsce. Bohaterowie opowieści są piękni tacy, jakimi opisał je Pilch. Trochę boscy i bardzo, bardzo ludzcy.