Bardzo broniłem się przed tą lekturą. Nie porywa, nie cieszy, nie śmieszy i nie ciekawi mnie w żaden sposób wiodący motyw powieści i konieczność bardzo bliskiego obcowania ze szczegółami, które mu towarzyszą. Film jeszcze pogłębił to moje odsunięcie. Jak widać – nieskutecznie. Po prostu sięgnąłem po czytnik i już pierwszy rozdział rozłożył mnie na łopatki. Dalej nie było już tak różowo, ale bezwzględnie trzeba oddać autorowi szacunek. Pięknie oswaja swego demona. Pięknie pisze, bo nie wymyśla.

Z jednej strony nie byłem w stanie bawić się w pełni dowcipem i słownymi grami, które – jak to u Pilcha – potrafią zachwycić. Z drugiej – prawdą jest nie tylko to co pisał o nałogu. Prawdą jest również to, że „Język jest moim drugim, co mówię drugim – język jest moim pierwszym nałogiem”.

I temu akurat nie warto się opierać.

Jest jeszcze trzeci możliwy punkt widzenia. Jeśli nie spróbujemy śmiać się, kiedy jest źle, bardzo źle, tragicznie źle (polecam kluczową scenę w „Jakiś potwór tu nadchodzi”) – zostanie tylko rozpacz, bezsens i śmierć w beznadziejnej pustce. A czego jak czego – nadziei Pilch na pewno nie stracił.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s