Świat według Pielewina

Świat według Pielewina

– Czyż normalny człowiek wierzy w to co piszą w gazetach?

– A gdzieś ty widział normalnych ludzi? Zostało ich w kraju co najwyżej ze stu, i wszystkich ma na oku FSB. Sprawa nie jest taka prosta. Z jednej strony, czas nie ma ani pulsu ani nóg. Ale, z drugiej strony, wszyscy starają się trzymać rękę na pulsie czasu i dotrzymywać mu kroku, toteż korporacyjny model świata ciągle się odnawia. W rezultacie ludzie zapuszczają śmieszne bródki i wkładają jedwabne krawaty, żeby ich nie wywalono z firmy, a wampiry są zmuszone uczestniczyć w tym procesie, żeby nie wyróżniać się z otoczenia.

W otoczeniu mediów, które używają przymiotników w stopniu najwyższym w reklamach środków na przebieranie nogami podczas snu – ciężko przekonująco wyrazić autentyczny zachwyt nad pomysłem autora. Bo co nowego można powiedzieć w temacie wampirów? Okazuje się, że można. O wampirach – królach kultury popularnej i autentycznych władcach świata. A pomysł – przy wartkiej akcji osadzonej mocno w dzisiejszych realiach – na dodatek jest po mistrzowsku zrealizowany w świetnych grach słownych.

– Wciskanie kitu, bezmyślne i bezwzględne, to powszechna rosyjska choroba, którą zarażają się również wampiry. Wypływa to nie z podłości naszego charakteru narodowego, ale z połączenia europejskiego wyrafinowania i azjatyckiego bezprawia stanowiącego sedno naszego życia. Wciskając kit, Rosjanin wcale nie chce pokazać, że jest lepszy od tych, przed którymi wytańcowuje. Wręcz przeciwnie. Krzyczy: „Patrzcie, jestem taki sam jak wy, ja też zasługuję na szczęście, nie chcę żebyście mną gardzili, dlatego że życie było dla mnie tak okrutne!”.

***

– Przecież obaj jesteśmy ludźmi inteligentnymi. A więc, wziąwszy się za ręce wszyscy razem, na śmierć zaliżemy w dupę każdą dyktaturę. Oczywiście, jeżeli wcześniej nie zdechniemy z głodu.

Specjalista od kultury młodzieżowej dodał cicho:

– Zaliżemy każdą prócz anonimowej.

Razem z głównym bohaterem wkraczamy w nowe środowisko krok po kroku. Uczymy się razem z nim. To najjaśniejsze momenty inteligentnej gry z czytelnikiem – przejście skróconego kursu ludzkiej historii i kultury współczesnej. Sama przyjemność wzięcia udziału w kursie glamouru i dyskursu warta jest przeczytania całej książki.

– Dokładnie to samo, co nam dzisiaj zademonstrowałeś w czasie swego przemówienia – odparł.-Wasze pokolenie nie zna już klasycznych kodów kulturowych. Nastąpiła epoka cytatów z kultury masowej, to jest przedmiotem cytowania stają się poprzednie zapożyczenia i cytaty, które zostały oderwane od pierwotnego źródła i wyświechtane do absolutnej anonimowości. Jest to najbardziej adekwatna kulturowa projekcja reżymu anonimowej dyktatury – a jednocześnie najbardziej efektywny wkład chaldejskiej kultury w stworzenie Czarnego Szumu.

– Czarny szum? – powtórzyłem. – A to co znowu?

– Czarny Szum – to suma wszystkich odmian dyskursu, Innymi słowy, jest to biały szum, którego wszystkie składniki zostały przemyślane i przepłacone. To spontaniczny i przypadkowy całokształt sygnałów, z których w żadnym nie ma nic przypadkowego i spontanicznego. Tak się nazywa środowisko informacyjne, otaczające współczesnego człowieka,

Nie czuję się urażony porównaniem ludzi do bydła hodowlanego wampirów. Na wskroś i na każdym kroku widać jak zabawna, dowcipna i sensacyjna historia jest – jak to u Pielewina – tylko pretekstem to stawiania pytań i raczej smutnych refleksji. Czy jesteśmy jeszcze podmiotem czegokolwiek dobrego i pozytywnego w tym świecie?

,,Gdzieś tam śpią dzieci – myślałem – marzą o czymś niby dziecinnym, ale tak naprawdę już wytwarzają bablos, jak dorośli… Wszystkie pracują od niemowlęctwa… Przecież ze mną było to samo, pamiętam, jak… Pamiętam, jak dojrzewa ta jasnoczerwona kropla nadziei. Wydaje nam się, że już za chwilę coś zrozumiemy, dokończymy, rozwiążemy, i wtedy zacznie się inne życie, właściwe i prawdziwe. Ale to nigdy nie następuje, bo czerwona kropla wciąż gdzieś znika. I zaczynamy ją gromadzić od początku. A potem ona znów znika, i tak trwa to przez całe życie, póki się nie zmęczymy. I wtedy pozostaje nam tylko położyć się do łóżka, odwrócić do ściany i umrzeć…”

Odrobinę optymizmu daje rozmowa bohatera z profesorem teologii, który najął się na służbę do wampira o tołstojowskim stylu życia. Ale nawet tu cała nadzieja już tylko… w Bogu?

– Mam umysł B – to, co wy nazywacie wymieniem pieniężnym – to przestrzeń pojęć abstrakcyjnych. Nie ma ich nigdzie w otaczającym świecie. I Boga też nigdzie na świecie nie ma. Umysł B został stworzony po to, by Bóg miał gdzie się ukazywać człowiekowi. Nasza planeta wcale nie jest więzieniem. To bardzo wielki dom. Magiczny dom. Może gdzieś na dole istotnie jest w nim więzienie, ale w rzeczywistości to pałac Boga. Boga wielokrotnie chciano zabić, rozpowszechniano o Nim różne oszczerstwa (…) Ale to nieprawda. Po prostu nikt nie wie, w których komnatach pałacu Bóg mieszka – stale bowiem je zmienia. Wiadomo tylko, że tam, gdzie wchodzi jest czysto, posprzątane i pali się światło. A są komnaty, w których nie bywa nigdy. I takich jest coraz więcej. Najpierw przeciągi nawiewają tam glamour i dyskurs. A kiedy te wymieszają się i skisną, do zapachu zlatują się nietoperze.

– Nie zrozumiał mnie pan – wycofał się z przestrachem Mołdawianin. – Wcale nie zwalam wszystkiego na wampiry. Każda komnata odpowiada sama za siebie. Może zaprosić do siebie Boga. A może i was. Oczywiście, każda komnata z natury chce pierwiastka boskiego. Ale pod wpływem glamouru i dyskursu większość komnat uznała, że cała rzecz polega na wystroju wnętrza, A jeśli komnata w to wierzy, znaczy, że już się w niej osiedliły nietoperze. Do takiej komnaty Bóg raczej nie wejdzie. Ale nie obwiniam wampirów. Wy przecież nie jesteście pałacowymi komnatami. Wy jesteście nietoperzami. Taką macie robotę.

– I co się, według pana, stanie z pałacem?

– Bóg ma ich wiele. Kiedy we wszystkich komnatach jednego pałacu zagnieżdżają się nietoperze,

Bóg go unicestwia. A właściwie przestaje stwarzać, ale to jedno i to samo. Podobno wygląda to jak światło o niesamowitej sile, które spala cały świat. W rzeczywistości jednak po prostu znika iluzja materii, i natura Boga, przesycająca wszystko wokół, pojawia się sama przed sobą jako taka. Mówi się, że to samo dzieje się na koniec każdego poszczególnego życia. Nasz pałac przeżywa teraz nie najlepsze dni. Nietoperze żyją prawie we wszystkich komnatach. Wszędzie cmoka destylator agregatu M5.

– Jest pan dobrze poinformowany – skomentowałem.

– Problem polega na tym, co zrobimy, kiedy Bóg ostatecznie będzie miał dosyć i zamknie projekt?

Ból głowy

Ból głowy

Panowie z kabaretu TEJ mówili w jednym skeczu:

– Oglądałeś CZTERECH PANCERNYCH?

– Gdybyśmy trzy takie czołgi mieli, to byśmy sobie sami tę wojnę wygrali.

Był taki szczęśliwy czas, że zaprzestano wyświetlania tego serialu w TV przez zarzut przedstawiania fałszywego obrazu wojny.

„Rzeźnia” w niektórych opisach pojawia się z tagami „humor”.

To niesmaczne skojarzenie.

Za to forma, jaką nadał jej Vonnegutt jest jak najbardziej trafna – absurd.

Tylko tak udało mu się wyrzucić z siebie to, co widział i przeżył.

Jeśli wierzyć Wikipedii – próbował 20 lat.

Inaczej można tylko pić, łykać proszki.

I próbować zagłuszyć krzyki we własnej głowie.

Witraż

Witraż

Na co dzień jeży mi się włos od treści, które lajkują niektórzy znajomi.

Nie ze względu na poglądy i opcje, ale bardziej na pustotą twórców tych wpisów.

NIEDZIELA, KTÓRA ZDARZYŁA SIĘ W ŚRODĘ to dobry kontrast do takich treści.

A przy tym lektura obowiązkowa dla wszystkich niezadowolonych.

Dla tych którzy zapomnieli.

I dla tych, którzy nie mają czego pamiętać.

A to Polska właśnie.

Szanuję reporterów za ich przezroczystość.

Cenię również za to, że potrafią mieć własne zdanie.

Najlepsi tworzą obraz zlepiony z okruchów prawdy.

Dobry reportaż jest jak witraż, który pozwala zobaczyć z daleka i pod światło coś,

czego zupełnie nie sposób zobaczyć z bliska.

Na dodatek to piękny widok.