Dyzma jak Lenin

Dyzma jak Lenin

Jakoś nie mogę czytać normalnie książek. Zawsze muszę się czegoś doszukiwać. A to treść ma czegoś uczyć, a to forma zwracać uwagę. Nawet jak biorę do ręki temat prześmiewczy i humorystyczny – coś musi mi wyskoczyć. Miało być lekko i dowcipnie.

Ale nie wyszło śmieszno.

Wyszło straszno.

Ten Dyzma jest jak kiedyś Lenin

Wiecznie żywy.

Pan prezydent nie wątpi, że pan prezes nie odmówi mu, zwłaszcza dziś, w dobie ciężkich zadrażnień politycznych i ostrego kryzysu gospodarczego, kiedy kraj trzeba ratować przed staczaniem po równi pochyłej. Trudne i wielkie to zadanie. Pan prezydent wierzy, że właśnie pan, który cieszy się nie tylko jego, lecz całego społeczeństwa zaufaniem, skutecznie temu podoła. Że wysoki autorytet, wiedza i doświadczenie jakie są udziałem pana prezesa, dadzą pełnię rękojmi, iż stworzy pan rząd silnej ręki, że podźwignie pan pomyślność kraju, który z takim utęsknieniem oczekuje silnego człowieka”.

Pan OTA PAVEL

Pan OTA PAVEL

Nie oglądam telewizji, nawet nie wiem, kiedy moi chłopcy ją włączają. Nie potrzebuję jej, tak jak nie potrzebowali jej ludzie przed stu laty. Boję się, żebym się od niej nie uzależnił, nie chcę, żeby mi dyktowała i zabierała czas: kocham swoją wolność i lubię wybierać.

***

Ciepło i pogoda ducha jakie wypływa z każdego zdania w opowiadaniach autora ŚMIERCI PIĘKNYCH SAREN spokojnie może być stawiane za wzorowy przykład optymizmu życiowego. I dobrze, że tak jest. Że można zauważyć dokładnie te cechy w jego półbaśniowych opowieściach, gdzie świat prawdziwy i wspomnienia mieszają się z tym co być mogło i tym, co zdarzyć się nie miało prawa.

Jedyny cień, jaki pojawia się w tych historiach, to pamięć – że jego pisanie to terapia. Możliwość utrzymania się w stanie życia, linia obrony przed światem, który przerósł człowieka, stłamsił go i odebrał prawo do istnienia na równi z innymi.

Może dlatego Ota był w stanie zauważyć rzeczy, na które po prostu nie mamy już czasu. Dobrze, że zapisał to dla nas.

Zbieram stare przedmioty. Mam ich kilka. Po starych przedmiotach widzę jak ludzie dawniej pracowali, jak poważnie traktowali to, co robią, i jaką wielką i szczerą musieli mieć duszę.

***

Była piękna jesień, taka jesień, kiedy jabłka mają barwę złota, a śliwki niebieskiego srebra, i jest tak ciepło, że na szyi możecie sobie zawiązać babie lato zamiast chustki. I jeszcze zrobić supeł.

Stulecie detektywów

Stulecie detektywów

Z pewnym niepokojem muszę przyznać się do połknięcia 700 stron w stosunkowo krótkim czasie. Moje zażenowanie jest tym większe, że czasem na lekturę dysponowałem przeważnie w porach posiłków.

Przedmiotem rozważań autora jest bowiem – oprócz krótkich rozdziałów o historii balistyki i identyfikacji (linie papilarne nie były wcale pierwsze) – głównie medycyna sądowa i toksykologia. A co za tym idzie przy niemal powieściowej narracji śledzimy zmagania morderców i zbrodniarzy z wymiarem sprawiedliwości, który uczy się korzystać z wiedzy i nauki. Podglądamy wymyślne i okrutne metody zbrodni, uczymy się rozpoznawać czas i przyczynę śmierć na podstawi stanu nieboszczyków, ekshumujemy zwłoki i wyodrębniamy z martwego organizmu truciznę.

A w moim przypadku prawie wszystko przy jedzeniu. Brrr.

Ale nic nie mogłem poradzić. Książka napisana jest świetnie, zrozumiale, dokładnie i przystępnie. Można powiedzieć, że popularnonaukowo. Podejrzewałem, że autor musiał korzystać ze stada pomocników, ale pod ostatnim zdaniem książki widnieje data 1965 rok. Wielki szacunek. Jeszcze jeden dowód, że internet i dostęp do kolorowych zdjęć nie gwarantuje sukcesu wydawniczego. Ciężka praca i talent – owszem.

Geny Elfów

Geny Elfów

– Ja to wszystko czułam i widziałam kiedy byłam dzieckiem. Tylko zapomniałam. Całkiem zapomniałam. A ona pamiętała i potrafiła opisać tak dokładnie!

Nieczęsto można trafić na tak emocjonalną recenzję i zachętę do lektury. Jak więc czują i myślą małe dziewczynki? Odważyłem się sprawdzić.

Dziecięcy świat malowany słowem w literaturze to zwykle przymrużenie oka i wspominki fanaberii, popisów i nieokiełznanej potrzeby ruchu – jakie przejawiają bardzo młodzi ludzie.

W tej książce spotykamy coś innego. Świat dziecka jest śmiertelnie poważny (czy taki właśnie nie jest?). I nie ma tu znaczenia, że jego problemy, realia i zasady są zupełnie innego kalibru niż w świecie dorosłych. Mamy do czynienia z rzeczą niezwykłą. To nie dziecięce fantazje, ani świat równoległy. Mama Muminków pisze o sobie, o swojej rodzinie i swoim dzieciństwie.

Najciekawsze jest to, że nie zapomniała niczego z bycia dzieckiem. Absolutnie niczego! Czy to umiejętność przekazana w genach? I co to za niesamowita rodzina, która tak pięknie dała dziecku rozkwitać. A na dodatek znalazła sposób na zachowanie tego rozkwitniętego kwiatu, tej umiejętności na całą jego dorosłość. Czyżby krew Elfów?

Camus nad Wisłą

Camus nad Wisłą

Pierwsze skojarzenie powędrowało do Alberta Camus’a i jego OBCEGO. Tylko nasi bohaterowie osadzeni są w zgrzebności wczesnego PRL.

DZIEŃ OSZUSTA I UKRYTY W SŁOŃCU maja w sobie ogromny ciężar gatunkowy. Takie pisarstwo to waga ciężka. Najcięższa. To ring z walką o mistrzostwo poważnej federacji. MANIPULACJA odstaje od nich. Tchnie nieco sztucznością. Ale nie jest zła. Na pewno. Wrażenie może wywoływać doskonałość dwóch pierwszych historii.

Przerażająca treść podawana z mistrzowską lekkością słowa. Rzecz odpychająca, od której nie można się jednocześnie oderwać. Historie, które rozwijają się do finału jasnego dopiero w ostatnich akapitach. Rozważania o rzeczach i sprawach ważnych, najważniejszych – w połączeniu z prymitywizmem bohaterów. A wszystko opisane językiem celnym i bogatym.

Tak pisać to dar.

Tak dobrać temat – najtrudniejsze wyzwanie.

Niepokojące, przerażające i zachwycające.

Połączenie niemożliwego – język i pisarstwo najwyższych lotów z tematem dna.

Czy te historie byłyby tak niezwykłe i porywające, gdyby pisać o bardziej człowieczych i codziennych sprawach? Trudno powiedzieć. Na pewno nic do dziś nie straciły ze swojej siły i nadal wywołują ogromne emocje.

 

manipulacja

Bajki?

Bajki?

Spodziewałem się bajki dla dzieci. Może nieco bardziej intelektualnej. Znalazłem coś innego. Zupełnie.

Trochę głupio musiałem wyglądać siedząc w pociągu relacji Wrocław – Kudowa z bogato ilustrowanym tomem OPOWIEŚCI Z NARNII. Na prawo jechali dziadkowie z wnuczkiem, żywo komentując mijany świat za oknem. Naprzeciwko mnie – o co najmniej „naście” lat starsza pani patrzyła w ekran elektronicznego czytnika. Ale i tak nie mogłem się powstrzymać.

Motywacja do powstania Opowieści była ściśle religijna. Szczerze i prosto wygląda to w LWIE CZAROWNICY I STAREJ SZAFIE. Za to dalej…

Chrześcijaństwo Lewisa w tych opowiadaniach dla dzieci nie ma prostego przełożenia na religijne schematy. Jest dotknięciem człowieka zaskoczonego wiarą i jej jasnym, logicznym pojmowaniem głową. Jest w niej obraz osoby doświadczonej żywą obecnością działającego Boga.

Ciekawe. Żeby podzielić się swoją drogą na mistyczną Górę Karmel wystarczyło napisać bajkę.