Życie to nie obiecywało mu niczego, co uważali za najważniejsze i o co zabiegali mieszkańcy tego wielkiego miasta; ani mieszkania, ani majątku, ani sukcesów zawodowych, ani powodzenia, ani pieniędzy – niosło jednak inne niesłychane radości – prawo do stąpania po ziemi tam, gdzie się chce, nie na rozkaz; prawo do chwili samotności; prawo do patrzenia w gwiazdy nie zaćmione reflektorami zony, prawo do gaszenia światła i snu w ciemności; prawo wrzucania listów do skrzynki , prawo do odpoczynku w niedzielę, prawo do wykąpania się w rzece i jeszcze wiele innych praw (…) I wszystkie te cudowne prawa przywracały mu wyzdrowienie.”

Żeby odbierać całą grozę prozy Sołżenicyna, trzeba mieć wiedzę i… kręgosłup etyczny. W KRĘGU PIERWSZYM za autorem spotykaliśmy i przyglądaliśmy się z bliska życiu i wnętrzu więźniów, ich rodzinom, strażnikom. Tym razem jesteśmy na oddziale szpitala onkologicznego. Rak przecież nie liczy się ani z zasługami, ani wykształceniem. Za autorem przyglądamy się pacjentom i personelowi. Ale przede wszystkim jesteśmy w Rosji Radzieckiej, w wielkim obozie koncentracyjnym gdzie wszyscy pilnują siebie nawzajem i siebie nawzajem boją.

Rzymianie mówili – testis unus – testis nullus, jeden świadek – to nie świadek. A w dwudziestym wieku nie potrzeba nawet tego jednego. Wystarczy donos.”

Aleksander Sołżenicyn – Odział chorych na raka

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s