Ludzie zasad

Ludzie zasad

Najpierw za życzliwą namową sięgnąłem jeszcze raz po, czarującą w każdym wieku czytelniczym, pozycję Karola Olgierda Borchardta poświęconą Mamertowi Stankiewiczowi – można powiedzieć kapitanowi polskiej floty po odzyskaniu niepodległości. ZNACZY KAPITAN to życzliwe wspomnienia o mentorze i nauczycielu. Pisząc ją składał hołd i podziękowanie człowiekowi, który ukształtował nie tylko jego, ale wielu ludzi morza. W sposób wyjątkowo ciepły i życzliwy opisał człowieka pozornie oschłego i zamkniętego. W pełnych humoru wspomnieniach opowiedział o człowieku zasad. Opisał mistrza. Morze szanuje ludzi dokładnych, precyzyjnych, odpowiedzialnych. Nie tylko gdy mowa o żaglowcach i parowcach. Czy dlatego przyznano jej status książki dla młodzieży?

pilsud21

Jako dopełnienie spojrzałem na życie ZNACZY KAPITANA z drugiej strony. Z FLOTY CARSKIEJ DO POLSKIEJ to wspomnienia opisane jego własną ręką. Sam o sobie pisze umiarkowanie – im bliżej czasów jemu współczesnych, tym bardziej skupia się na polskiej flocie, polskiej przyszłości, polskich związkach z morzem – pomijając coraz bardziej swoją osobę. Za to przeszłość szkolna i lata zdobywania szlifów oficerskich to świetna opowieść pełna smaczków, które powodują że historia przestaje być tylko datami.

Mamert_Stankiewicz

***

„Ludzie zasad”. Taki napis spotykam na murach mojego miasta. Temat dotyczy fanów klubu piłkarskiego (piszą oczywiście o sobie). Zdaje się, że to nawet ekstraklasa. Cóż – takie czasy.

Karol Olgierd Borchardt – ZNACZY KAPITANA

Mamert Stankiewicz – Z FLOTY CARSKIEJ DO POLSKIEJ

Reklamy

„Nie można zdać lub oblać bycia człowiekiem mój drogi”

„Nie można zdać lub oblać bycia człowiekiem mój drogi”

Wewnątrz dorośli też nie wyglądają jak dorośli. Na zewnątrz są więksi, bezmyślni i zawsze wiedzą co robią. W środku wyglądają tak jak zawsze. Jak wtedy, gdy byli w twoim wieku. Tak po prawdzie, dorośli nie istnieją.

(…)

nikt nie wygląda tak, jakim jest wewnątrz. Ty nie wyglądasz. Ja nie wyglądam. Ludzie są znacznie bardziej skomplikowani.

Neil Gaiman. Autor. Wyglądem i ubiorem dziwnie przypominający bohatera rewelacyjnego komiksu swojego autorstwa – Sandmana. Zaskakuje niemal za każdym razem – fabułą, bohaterami, opowiadaną historią i skojarzeniami, które przelewa na papier. Na czytelników jego książek przelewa się humor i specyficzne ciepło.

Już przy spotkaniu z HISTORIĄ CMENTARNĄ dojrzała potrzeba dodania do sympatii wobec autora, również szacunku wobec autorytetu człowieka bardzo uważnego, wrażliwego, o ogromnej empatii.

870768._SX540_.png

Ze względu na bogactwo treści, postaci, zaskakujących pomysłów realizowanych w całej historii „OCEANU NA KOŃCU DROGI” – nie warto streszczać tej opowieści. Lepiej zostawić czytelnikowi przyjemność poznania jej osobiście. Dojrzały mężczyzna odwiedzając rodzinną miejscowość wspomina wydarzenia, które dotknęło go, kiedy miał 7 lat.

Geniusz Gaimana widać tu wyjątkowo wyraźnie. Pozornie baśniowa i nierzeczywista historia bardzo mocno tkwi w codzienności. Czy to tylko nieprawdopodobna bajka osadzona we współczesności? A może opowieść o tym jak wrażliwe dziecko, broni się przed złem, które spotyka go ze strony dorosłych?

– Masz własne życie. Letti ci je dała. Musisz tylko dorosnąć i spróbować być tego wart. Poczułem ukłucie urazy. Dostatecznie trudno jest żyć, próbować przeżyć w tym świecie, znaleźć swoje miejsce, robić w nim to co trzeba by przetrwać, nie zastanawiając się, czy to co właśnie uczyniłem – cokolwiek to było – było warte czyjejś, jeśli nie śmierci, to poświęcenia życia. To niesprawiedliwe!

Neil Gaiman – Ocean na końcu drogi

ocean_at_the_end_of_the_lane-e1435694801515

Zwierzenia kontestatora

Zwierzenia kontestatora

Mój „Młody” powiedział kiedyś, że nie ma nic smutniejszego niż widok starzejącego się hippisa. Po przeczytaniu ZWIERZEŃ KONTESTATORA – w tym jednym przypadku – muszę się z nim nim zgodzić.

W szkole to Marian pierwszy miał płyty Pefectu. Rafał grzywką (nie tylko) „głosił chwałę” Republiki. Ja trzymałem z TSA. Niezły to był czas. Nie uznawaliśmy kompromisów i wydawało nam się, że absolutnie wszystko jest możliwe.

TSA 3

Nie wiem czy to Piekarczyk tak świetnie kreuje swój wizerunek czy to jego rozmówca tak życzliwie przedstawia jego postać. Pamiętam jednak, że nie pierwszy raz Leszek Gnoiński pisząc o muzykach, rozmawiając z nimi – pomaga im odnaleźć to, za co kochali i kochają ich słuchacze i fani.

Markowi Piekarczykowi pozwolił do dzisiaj zostać hippisem. Pokazał go tak, że nie śmieszą jego długie już przerzedzone włosy; nie razi dawniejsze życie rockmena. Pozwolił zachować mu młodzieńczy ideał wolności, ale wzbogacił go o życiowe doświadczenie. Ładnie to zrobił. Naprawdę ładnie.

zwierzenia_kontestatora

Leszek Gnoiński, Marek Piekarczyk – MAREK PIEKARCZYK. ZWIERZENIA KONTESTATORA

Dziennik Mistrza i Małgorzaty

Dziennik Mistrza i Małgorzaty

Słowo Dziennik zakłada treści bardzo osobiste. Możliwość podglądania zdarzeń, w których uczestniczy autor, przyglądania się jego myślom i emocjom – to wyjątkowe spotkanie.

Ta konkretnie książka wymaga od czytelnika większego zaangażowania i większego wysiłku. W czym problem? Zeszyty z pierwszym dziennikiem Bułhakowa zostały mu skonfiskowane podczas jednego z przeszukań. Mimo starań nigdy ich nie odzyskał. Nie odnaleziono ich również później.

dziennik II

To czym dysponujemy to dziennik Bułhakowa prowadzony od 1921 roku. Słowa Mistrza są bardzo oszczędne, ujawnia bardzo niewiele z tego, co myśli i czuje. Notuje pozornie obojętne detale. Dopiero w połączeniu z listami i dziennikiem jego żony Jeleny (od 1933 roku) – a przede wszystkim dodanymi komentarzami wydawcy (są wg mnie i tak zbyt enigmatyczne i nie naświetlają dobrze całego kontekstu) pojawia się obraz ludzi ostrożnych, głęboko ważących zapisywane słowa, świadomych braku prywatności i groźby użycie każdego zdania przeciwko autorowi zapisków.

Tu najwięcej dzieje się pomiędzy wierszami, w niewinnych dygresjach, przemilczeniach. Czytamy słowa ludzi niepewnych przyszłości, świadomych otoczenia, które donosi i szczuje. Czytamy o życiu człowieka pozbawianego na każdym kroku możliwości pracy, możliwości rozwoju swojego talentu. Czytamy o strachu, którego nie można nawet nazwać po imieniu; o bezsilności i woli życia. O konsekwencjach trzymania się wiernie zwyczajnej uczciwości w stolicy totalitarnego państwa tuż pod bokiem jego niepodzielnego władcy.

dziennik-mistrza-i-malgorzaty

Michaił Bułhakow, Jelena Bułhakow – DZIENNIK MISTRZA I MAŁGORZATY

„Black Mirror” czyli encyklika papieża Franciszka LAUDATO SI

„Black Mirror” czyli encyklika papieża Franciszka LAUDATO SI

Filmy tworzone przez Charliego Brookera niezmiennie trzymają poziom. Zdarzały się już nam w bliskim gronie ożywione dyskusje na temat tego co widzieliśmy. Były też wspólne seanse i odcinki tak mocne, że ciężko było odezwać się po nich słowem. I jak na razie – niełatwo znaleźć porównanie z innymi produkcjami serialowymi – nawet wysokiej klasy. Dlaczego? Chyba za mało w Black Mirror fantazji. Za dużo konkretu i rzeczy, które doskonale znamy z codzienności. To nie są opowieści o jakiejś tam przyszłości, ale coś co się aktualnie – właśnie teraz – dzieje.

Laudato si I

Oficjalne dokumenty najwyższej kościelnej wagi noszą nazwę Encyklik. Te autorstwa papieża Franciszka nie przygniatają filozoficznym i kościelnym słownictwem. Franciszek mówi i pisze językiem prostym, jasnym, zrozumiałym.

W medialnych komentarzach Laudato SI nazwano dokumentem na temat ekologii. Obawiam się, że trochę na wyrost. Chociaż stosunek człowieka do natury zajmuje w niej sporo miejsca, nie o przyrodzie jest ten dokument, ale o ludziach. Dostajemy do ręki bardzo mocny, konkretny, napisany klarownym językiem tekst o konsekwencjach społecznych i globalnych zwykłych, codziennych, jednostkowych wyborów. Nie jest to „grożenie paluszkiem i kiwanie główką” nad niegrzecznymi chrześcijanami – ale postawienie przed czytelnikiem – bez względu na opcję poglądową i religijną – precyzyjnego lustra, które pokazuje prostą, ale spychaną gdzieś na bok prawdę. Nic co robię nie jest oderwane od otoczenia, rzeczywistości, społeczeństwa. I absolutnie każda moja decyzja – ma swoje konsekwencje dla innych ludzi, miasta, kraju, świata, planety.

Dokładnie tak, jak pokazują to historie z Black Mirror. Bo jak powiedział kiedyś Charlie Brooker:

– „Moje filmy pokazują co może się stać, jeśli będziemy nieuważni. A cała nasza historia potwierdza, że zwykle byliśmy nieuważni.”

Luadato Si IV

LAUDATO SI (Pochwalony bądź) – druga encyklika papieża Franciszka

Pacyfista na zawsze

Pacyfista na zawsze

Ze słaby entuzjazmem podchodzę do większości zbiorów wystąpień, przemówień, felietonów. Ulubiony autor ma prawo pisać również rzeczy słabsze. To nie jest wystarczający powód, żeby rzucać się na taką pozycję książkową na sam widok jego nazwiska na okładce.

Z „Wampeterami” jest na szczęście inaczej. Autor sam dokonał wyboru i zdecydował przekazać czytelnikom dokładnie to, co uznał za wartościowe i ponadczasowe. To, z czym nadal się zgadza i utożsamia.

Nie zachwyca mnie ten typ literatury. Za to coraz bardziej przepadam za człowiekiem, który ją tworzył. Lubię jego błyskotliwy, gorzki humor. Ogłasza prawdy ważkie, istotne. Nie załamuje rąk nad brakiem reakcji i obojętnością słuchaczy. Woli zamienić wypowiedź w żart, pozornie ośmieszyć samego siebie. Ale to chyba mechanizm obronny ludzi inteligentnych, wrażliwych, samotnych. Po co więc nieustannie powtarza światu to samo? Bo nie chce i nie potrafi zrezygnować z mówienia prawdy. A w „trudnej sztuce rzucania grochem o ścianę”* – jest już mistrzem.

* Zwrot „trudna sztuka rzucania grochem o ścianę” zaczerpnąłem od Stefana Chwina z wywiadu, którego udzielił niedawno Tygodnikowi Powszechnemu

Wampetery

Kurt Vonnegut – WAMPETERY, FOMA I GRANFALONY

Demon ruchu

Demon ruchu

Inaczej czytam dziś Grabińskiego. Już nie historie pełne grozy, ale język skupia myśli, zatrzymuje rytm lektury. Smakuję budowę zdań, dobór słów już zapomnianych, wypadłych z użycia, rzadko obecnych w słowie pisanym, nieistniejących w języku mówionym. Ich soczystość, wyrazistość, opisowość tworzy obrazy magiczne. Działa na wyobraźnię. Bardzo to wszystko pasuje do zbioru opowiadań, które łączy idea ruchu, pędu, szybkości. Parowe lokomotywy i dawna kolej bardzo mocno oddziaływała za zmysł słuchu i wzroku. Przeczucie życia tkwiącego w takiej maszynie przemawiała mocniej niż dzisiejszy lęk przed samoświadomością, która może urodzić się w elektronowym mózgu i obrócić się przeciw człowiekowi.

 

Dobrze, że Grabiński jest obecny w wydaniach papierowych i elektronicznych. To chyba znak, że nadal chcemy go czytać. Może już nie po to, żeby się bać. Ale po to, żeby dotknąć czegoś, co nie da się nazwać, co wymyka się jednoznacznym określeniom, zostawia niepewność, zdziwienie, zasłuchanie w odgłosy jadącego w oddali pociągu. I choć nie ma już charakterystycznego stukotu wagonów na złączach szyn, coś z Demona Ruchu nadal tu żyje.

Demon ruchu

Stefan Grabiński – Demon ruchu

  • Głucha przestrzeń

  • Smoluch

  • W przedziale

  • Wieczny pasażer

  • Fałszywy alarm

  • Demon ruchu

  • Maszynista Grot

  • Sygnały

  • Dziwna stacja

  • Błędny pociąg

  • Ślepy tor

  • Ultima Thule

  • Enagramy Szatery