Przyjemnej lektury

Przyjemnej lektury

Niedawno podczas dyskusji na temat muzyki popularnej okazało się nagle, że jeden z trzech rozmówców co prawda słyszał gdzieś nazwę PINK FLOYD, ale o płycie i filmie THE WALL – już nie.

I za bardzo nie było jak dalej rozmawiać nie tylko o muzyce, ale również o możliwościach interpretacji całego przekazu filmu/ płyty (osobistego, psychologicznego, społecznego itd.).

To uprzytomniło mi, że moje „podniecanie” się leciwą fantastyką naukową Raya Bradburego może nie mieć uzasadnienia bez drobnej pomocy w formie instrukcji czy porady. Styl Bradburego ma bardzo charakterystyczny klimat. Niepokojący, dziwny, wyłamujący się z bezpiecznych i znajomych schematów. I mimo upływu lat tak dobry, że warto do jego książek i opowiadań wracać również dzisiaj.

Natomiast nie ma sensu zatrzymywać się nad jego pisarstwem, jeśli wcześniej nie udało się zetknąć z amerykańską klasyką w osobie Edgara Alana Poe – i chociaż trochę nią zachwycić. Bo mamy tu i nawiązania całkowicie bezpośrednie do twórczości EAP; mamy (jak tam) opowieści grozy; mamy wreszcie nastrój niepokoju – który błyskawicznie daje się poznać jako znak firmowy RB.

Coś jeszcze? Tylko przyjemnej lektury.

Ciemność

Ciemność

Mroczność, przygnębienie, pesymizm, strach. Kiepska ocena ludzkiego istnienia. To wszystko niby już w SF było – np. u Dicka. Z przymrużeniem oka i w krzywym zwierciadle u Lema. Ale nie ma powodów do wysilania się i szukania porównań. Pisze Bradbury – więc jesteśmy w klimacie Edgara Allana Poe. W tych samych mrokach, smutkach i lękach.

Opowiadania wymagają mocniejszego niż w powieściach skondensowania akcji, zdarzeń, emocji. To nic, że wszędzie przewija się technika, kosmos, przyszłość, rakiety, Mars. Nie one są tu najważniejsze. Jest noc. Ciemność w ludziach i ciemność w człowieku.

Jakiś potwór tu nadchodzi

Jakiś potwór tu nadchodzi

Czy androidy marzą o elektronicznych owcach; Płyńcie łzy moje rzekł policjant; – mistrzowskie tytuły kojarzyłem dotychczas głównie z Philipem K. Dickiem. Czarowne i psychodeliczne. Mogło za nimi kryć się dosłownie wszystko. Ten od Bradbury’ego w niczym im nie ustępuje. A ponieważ jest cytatem z literatury klasycznej – odbieram go jako didaskalia od autora z informacją po co i dla kogo napisał tę książkę.

Klimat historii bardziej pasuje do horroru. Jest zawieszony jak chwila tuż po przebudzeniu. Albo w momencie zaśnięcia, kiedy jeszcze odbierane z otoczenia dźwięki już mieszają się z obrazami pod powiekami. Książka wypełniona po brzegi przeczuciami, niewypowiedzianymi emocjami, klimatem drżenia, półsnu, nienazwanych lęków.

W tym klimacie Bradbury bardzo precyzyjnie i mocno rozbudował wątek chłopięcej przyjaźni. Stop! Przyjaźni w ogóle. Ta w książce szybko przestaje być chłopięca. Jest jeszcze coś dla mnie ważniejszego: relacja ojciec – syn. Specyficzna – bo to jedyny syn zamkniętego i wycofanego ojca, który spłodził potomka w dojrzałym już wieku. Dla tego i właśnie tak jak tu pokazanego wątku warto przeczytać całość, nawet jeśli nie gustuje się w tego typu literaturze.

Myślenie bywa kłopotliwe

Myślenie bywa kłopotliwe

„Nam nie potrzeba spokoju. Potrzeba nam, by nas dręczyło coś od czasu do czasu. Jak dawno naprawdę się martwiłaś? O coś ważnego, o coś realnego?”

Najpierw chciałem zająć się NOWYM WSPANIAŁYM ŚWIATEM ale „zbyt szybko” przeczytałem 451o FAHRENHEITA. No i się nie dało. Choć miałem kilka refleksji i uwag na temat pierwszej pozycji, mimo podobieństwa tematów – lektura drugiej zdominowała sobą wszystko, co wcześniej wymyśliłem.

Oba tytuły traktują o społeczeństwie przyszłości. W obu można zobaczyć bardzo dużo odniesień do współczesności. Obie warte są lektury, bo realność czarnych wizji sprzed kilkudziesięciu lat może niepokoić. Ale nie to okazało się najważniejsze.

Najważniejszy okazał się Ray Bradbury – i moje w niego zapatrzenie.

Źródłem fascynacji jego pisarstwem były historie odkryte przez nastoletniego czytelnika – pełne mroku, depresji, pesymizmu. Fantastyka nijak nie przystająca do powszechnych huraoptymistycznych wizji pełnych zdobywców kosmosu i zbawców planet. To były opowieści pisane w centrum zimnej wojny, których nie sposób było odczytać bez podtekstów. Pełne dygresji i odniesień do historii istnienia człowieka i literatury (jak np. Poe). Po prostu coś wspaniałego.

Do tego styl. Prosty, ascetyczny, surowy, z ograniczonymi dialogami, skupiony i skondensowany na najistotniejszej myśli autora. Nadal – mimo upływu lat – niepokoi,. Nadal rysuje kształt świata, życia, ludzi, przyszłości obrazem smutnym – i jakoś tak prawdziwym, choć zupełnie nieprzystającym do telewizyjno – reklamowej rzeczywistości pełnej uśmiechniętych celebrytów „znanych z tego, że są znani”.

„Nie chciała wiedzieć jak jakaś rzecz jest zrobiona, lecz dlaczego.

To bywa kłopotliwe”

Nadal myślenie bywa niewygodne. Rodzi refleksję. Idą za nim wątpliwości, decyzje, odpowiedzialność za słowa i ich skutki. Masą łatwo się steruje. Indywidualistami nie. Ci żądają dialogu.

Wspaniała literatura 🙂