Dziennik Mistrza i Małgorzaty

Dziennik Mistrza i Małgorzaty

Słowo Dziennik zakłada treści bardzo osobiste. Możliwość podglądania zdarzeń, w których uczestniczy autor, przyglądania się jego myślom i emocjom – to wyjątkowe spotkanie.

Ta konkretnie książka wymaga od czytelnika większego zaangażowania i większego wysiłku. W czym problem? Zeszyty z pierwszym dziennikiem Bułhakowa zostały mu skonfiskowane podczas jednego z przeszukań. Mimo starań nigdy ich nie odzyskał. Nie odnaleziono ich również później.

dziennik II

To czym dysponujemy to dziennik Bułhakowa prowadzony od 1921 roku. Słowa Mistrza są bardzo oszczędne, ujawnia bardzo niewiele z tego, co myśli i czuje. Notuje pozornie obojętne detale. Dopiero w połączeniu z listami i dziennikiem jego żony Jeleny (od 1933 roku) – a przede wszystkim dodanymi komentarzami wydawcy (są wg mnie i tak zbyt enigmatyczne i nie naświetlają dobrze całego kontekstu) pojawia się obraz ludzi ostrożnych, głęboko ważących zapisywane słowa, świadomych braku prywatności i groźby użycie każdego zdania przeciwko autorowi zapisków.

Tu najwięcej dzieje się pomiędzy wierszami, w niewinnych dygresjach, przemilczeniach. Czytamy słowa ludzi niepewnych przyszłości, świadomych otoczenia, które donosi i szczuje. Czytamy o życiu człowieka pozbawianego na każdym kroku możliwości pracy, możliwości rozwoju swojego talentu. Czytamy o strachu, którego nie można nawet nazwać po imieniu; o bezsilności i woli życia. O konsekwencjach trzymania się wiernie zwyczajnej uczciwości w stolicy totalitarnego państwa tuż pod bokiem jego niepodzielnego władcy.

dziennik-mistrza-i-malgorzaty

Michaił Bułhakow, Jelena Bułhakow – DZIENNIK MISTRZA I MAŁGORZATY

Reklamy

Cztery tomy

Cztery tomy

Wygląda na to, że książki dzielę i komentuję według tego co jest ich przedmiotem, albo ze względu na wspaniały język, jakim zostały napisane. I staram się unikać przykrych zaskoczeń – kiedy może się okazać, że nie znajdę w lekturze ani jednego, ani drugiego. A jeśli już się tak zdarzy, nie mam skrupułów przed podziękowaniem autorowi i wydawcy przed końcem utworu.

BIAŁĄ GWARDIĘ Bułhakowa słuchałem ze starego (bardzo starego) audiobooka. Ale nawet mankamenty jakości nagrania nie zmniejszyły ogromnej przyjemności słuchania historii pisanej tak pięknym językiem. Akcja osadzona w warunkach wojennych w niczym autorowi nie przeszkodziła. Gdzieś w wyobraźni oglądałem obrazy kształtowane jego precyzyjnymi, a jednocześnie malarskim porównaniami. Czasem perełką literacką stają się właśnie teksty krótkie, wycyzelowane, dopracowane w każdym szczególe przez wybitny talent i ciężką pracę autora. Tu mamy tylko króciutki fragmencik z życia rodziny. Niby nic specjalnego. Za to swoboda z jaką Bułhakow opowiada tworzy utwór tak lekki, swobodny, piękny – pasujący momentami do poezji. Historia pisana w ten sposób mogłaby trwać i trwać – mogłaby być sagą, niekończącą się opowieścią. Mogłaby mieć cztery opasłe tomy.
I wcale nie byłoby jej dość.

Smutek mistrza

Smutek mistrza

Z przepastnej listy wolnych lektur na mój telefon trafiły FATALNE JAJA Bułhakowa.

Emocje, ironia i absurd. Świat wbrew logice. Działania wbrew rozsądkowi. Bałagan i władza w rękach głupoty. Innymi słowy – satyra na młody Związek Radziecki.

Czy muszę się „katować” takimi mało aktualnymi historiami?

Nie.

Ale pamiętam, że jeszcze kilka lat temu, zanim pozbyłem się telewizora, wpatrywałem się pewnego razu uparcie w ekran (około pierwszej w nocy) przeżywając czarno-biały polski film sensacyjny z lat 60. Treść nie była istotna (łapano szpiega psującego gospodarkę w młodej socjalistycznej ojczyźnie). Za to cały komplet aktorów tam występujących grał tak jak w teatrze. Głosem, gestem, mimiką twarzy, ustawieniem postaci w kierunku widowni. Różnica w stosunku do współczesnego aktorstwa była zauważalna niemal natychmiast. Oglądałem do końca jak urzeczony.

Dla mnie Bułhakow może pisać „o niczym”. Ale sposób w jaki to robi, język jakim się posługuje, gry słowne – jakich używa, obrazy jakie stwarza – są wyjątkowe i warte lektury.

FATALNE JAJA nie są historią wesołą, chociaż tak zostały skonstruowane. Choć autor ma łzy w oczach, śmiejemy się serdecznie. Bo taki jest smutek mistrza.

http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/bulhakow-fatalne-jaja/

GALERIA PIĘCIU OBRAZÓW

GALERIA PIĘCIU OBRAZÓW

Mistrz i Małgorzata jest jak galeria obrazów. Można przespacerować się po całej sali. Można też usiąść przed tym wybranym i napełniać się jego treścią.

 Obraz I – Pejzaż Morza Czerwonego

Ten krajobraz wisi w końcu sali. Jest tłem, ale nie da się oglądać pozostałych obrazów, żeby nie mieć go w zasięgu wzroku.

Serwowane z humorem „drobiazgi” malują codzienność człowieka radzieckiego. Donosy, które w trybie natychmiastowym mogą pozbawić człowieka mieszkania, pracy, rodziny. Aresztowanie za posiadanie dolarów. A jednocześnie sklepy pełne wszelkiego dobra, gdzie mogą kupować jedynie obcokrajowcy. Wszechwładna tajna policja, która wie o tobie wszystko (patrz sen o teatrze ze spektaklem ZDAJ WALUTĘ). Zamykanie w szpitalu psychiatrycznym wszystkich, którzy wykazują jakiekolwiek przekonanie o istnieniu sił nadprzyrodzonych. Ludzie znikający beż śladu (Małgorzata tęskniąca za Mistrzem – „Jeśli jesteś na zesłaniu, czemu nie napiszesz?”). Strach, który towarzyszy wszędzie i każdemu (Arkadiusz Apołłonowicz Siemplejarow odbiera telefon z wezwaniem na przesłuchanie).

Obraz II – Szatan głosi Dobrą Nowinę

To główny obraz w galerii. Jest na nim Woland i jego świta.

Cóż to za dziwny kraj? Jak funkcjonuje całkowicie ateistyczne społeczeństwo? Szatan w osobie mistrza czarnej magii przybył sprawdzić to na własne oczy. Zobaczył i… zdziwił się. Co się wtedy dzieje? Skoro Boga w tym państwie nie ma – to on, Szatan – przypomina ludziom Ewangelię, przypomina o byciu honorowym, odważnym, uczciwym. I to on staje w obronie miłości Mistrza i Małgorzaty. Dziwne uczucie kiedy duch zła daje spokój, odpoczynek, ulgę, uwolnienie i szczęście. Ale w końcu on także jest ze świata pozagrobowego. A to zobowiązuje 😉

Obraz III – Autoportret Bułhakowa

Dalej wisi portret Tytułowego Mistrza.

To sam Bułhakow. Chyba tylko tak mógł wyrazić – co czuje. Jak łatwo było w tym kraju zniszczyć człowieka. Gdyby napisana przez Mistrza powieść o Piłacie była gniotem, wystarczyłoby zbyć ją milczeniem. Ale powieść była wspaniała, wyjątkowa, była arcydziełem. Zbyt dobra, zbyt trafna, zbyt prawdziwa, zbyt głęboka, zbyt… niebezpieczna. Potrzebna była cała kampania przeciwko książce, której… nikt jeszcze nie mógł przeczytać. I udało się. Nie ma książki. Nie ma człowieka, który ośmielił się być jej autorem.

Bułhakow też nie zobaczył swojego dzieła w druku.

Obraz III – Wyrok Poncjusza Piłata

Obraz przedstawia siedzącego na tronie zamyślonego Poncjusza Piłata.

Jego historia to powieść w powieści. Widać tu człowieka, który chciałby cofnąć czas i swoją decyzję skazującą niewinnego na śmierć. Widać kogoś, kto nie potrafi pogodzić się z własnym tchórzostwem. Kogoś, kto dopiero co śnił, że krzyż i wiszący na nim Jeszua Ha-Nocri to tylko senny koszmar. Siedzi tu człowiek rozmyślający nad tym, że stracił szansę rozmowy z kimś, kto znał odpowiedzi na najbardziej istotne i ważkie pytanie. Na pytania najbardziej zasadnicze. Na pytania najważniejsze w życiu.

Obraz IV – Ikona

Ten obraz wygląda jak ikona Jerzego Nowosielskiego. Jest na nim naga Małgorzata.

Czy mogłoby się w życiu Mistrza zdarzyć cokolwiek dobrego, gdyby nie ona. Nikt oprócz niej nie wierzył w sens jego pracy. Zachowała i ocaliła najdrobniejsze ślady ich miłości. Nie zwątpiła, choć on zwątpił. Dla niego Małgorzata zgodziła się na wszystkie możliwe próby i przeszła je. Ona wymogła na Niebie i Piekle szczęście dla nich obojga. Nawet największy cynik tęskni czasem za taką miłością.

Obraz V – Wierność

Jest jeszcze jeden mały obraz. Wisi z boku. To alegoria. Powszechna, znana i przysłowiowa. Ale bardzo mnie wzrusza.

Jest na nim Banga. Pies prokuratora Judei. Ten, który tkwił z pyskiem zanurzonym w jego dłoń, kiedy jego pan cierpiał na swoje paraliżujące całe ciało migreny. Leżał obok niego kiedy ten spał swoim niespokojnym snem. Groźny i czujny, gdy pojawiała się w pobliżu obca osoba. Cierpliwy przez tysiące lat, które Piłat czekał na swoją najważniejszą rozmowę. Zawsze blisko…