Całość

Całość

Trochę nie wiem na co najpierw skierować czytelniczą uwagę i od czego zacząć swoje zachęty.

Jest świetny język.

Jest baśniowa historia od której słuchania bezwiednie otwierają się usta:

Wicehrabia stracił na wojnie połowę ciała.

Udało mu się przeżyć i wrócić żywym do domu.

Szybko jednak okazało się, że przeżyła jego gorsza połowa.

Ale wszystko to jest dopiero początkiem historii.

O czym pisze Calvino?

O dobru i złu.

Spokojnie – to nie jest tanie moralizatorstwo.

Jest inteligentnie żartobliwie, ale w żadnym momencie nie prostacko.

Za to bardzo prosto i naturalnie.

– E, wbiłaś sobie coś do głowy, przesadzasz – odpowiedzieli, jak to zwykle starzy odpowiadają młodym; o ile to nie młodzi odpowiadają tak starym”

O tym dobru i złu, które siedzi w człowieku.

Razem z autorem przyglądamy się, co je rozgranicza?

I czy da się żyć będąc tylko połową siebie samego?

Italo Calvino tworząc swoje baśnie zachwycająco opowiada historie o nas samych.

Żartobliwa gawęda w niejednym miejscu potrafi gwałtownie zatrzymać czytelnika (jak wprawny jeździec osadza konia w galopie).

Nie ma się gdzie śpieszyć.

Zanim zrobimy krok dalej – poznajmy siebie lepiej.

Skąd jesteśmy?

Jacy jesteśmy?

Dokąd idziemy?

I właściwie po co?

Reklamy

Dawno, dawno temu…

Dawno, dawno temu…

Rycerz nieistniejący jest ideałem. Pod każdym względem. W pracy, w walce, w miłości. To nic, że tak naprawdę jest to pusta zbroja, która żyje i działa „siłą woli i wiarą w naszą słuszną sprawę”.

Czy go lubią towarzysze? A skąd. Przecież – jak w codziennym życiu – wszystko dookoła zdaje się funkcjonować dzięki rytuałom, schematom, przyzwyczajeniom. I cała „rycerskość” niewiele ma wspólnego z rzeczywistością opisywaną w Pieśni o Rolandzie.

Mamy więc idealnego rycerza (choć ten tak naprawdę nie istnieje). Mamy jego giermka, który istnieje bardzo realnie – ale przeciwnie, w ogóle nie zdaje sobie z tego sprawy (sic!). W ogóle nie ma o tym pojęcia. Jest też młody (czytaj naiwny) rycerz rozdarty między ideałami, których spełnienia spodziewał się w armii i na wojnie – a pozorami, na których ta wojna i rycerskość jest oparta.

Tylko kiedy nieistniejący rycerz znika naprawdę, czegoś pozostałym zaczyna brakować. Brakować niewymownie. Tak bardzo, że życie bez niego staje się nie do zniesienia.

O czym jest ta historia?

A zatem i o miłości, tak jak o wojnie, opowiem tyle, ile sobie potrafię wyobrazić: sztuka pisania wszelakich historii na tym właśnie polega, by z tej odrobiny, jaką się z życia zrozumiało, umieć wysnuć całą resztę

Pięć gwiazdek

Pięć gwiazdek

Powierzam swoje myśli temu zeszytowi, inaczej nie umiałbym ich wyrazić: byłem zawsze człowiekiem statecznym, bez wielkich porywów i gwałtownych pragnień, ojcem rodziny i szlachcicem, raczej światłym i posłusznym prawom. (…) Ale w duszy ileż smutku!

Dawniej było inaczej, był mój brat. Mówiłem sobie: „On myśli za nas obu” – i żyłem sobie spokojnie. (…) Teraz, kiedy go już nie ma, wydaje mi się, że powinienem bym pomyśleć o tylu różnych rzeczach – o filozofii, polityce, historii; czytam gazety i książki, lamię sobie nad nimi głowę, ale tego co mógłby powiedzieć, tam nie ma; on myślał o o czymś, co obejmowało wszystko, o czymś, czego nie można powiedzieć słowami, lecz tylko żyjąc tak jak on żył. Tylko będąc tak nieubłaganie sobą, jak on był do śmierci, mógł dać coś z siebie wszystkim ludziom.

***

Spodziewałem się jakiejś historii o Arkadii, wspomnień i mądrości starca; powrotów do szczęśliwego dzieciństwa. Ale taka ocena byłaby bardzo krzywdzącym dla książki uproszczeniem.

Najpierw przez to, że zabiegi stosowane do opisu natury były… niepokojąco ładne. Samo olśnienie przyszło dopiero w momencie natknięcia się na znajomy obraz.

Pod nim wisiało pszczele grono, a im większe było, tym lżejsze się wydawało – wyglądało jak zawieszone na nitce, a może tylko na łapkach starej królowej, wydawało cichy chrzęst – nieprzeliczone mnóstwo szeleszczących cichutko skrzydełek pokrywało mgiełką przejrzystej szarości zwartą masę odwłoków, pokreślonych w czarne i żółte paseczki.

Jeśli ktoś nie widział jak wygląda rojenie się pszczół, to teraz to zobaczył. I usłyszał.

——————————————–

Dalej – lubię rozważania o człowieku, relacjach, społeczeństwie ujęte w literackie karby. Przyzwyczaiłem się, że taka lektura nie zawsze jest łatwa, wymaga skupienia i czasu. Tutaj myśli autora zostały opisane i podane w wykwintny sposób. Z prostotą, pogodnie i ciepło, pięknie – bez zadęcia i mądrzenia się, bez pouczającego tonu.

Zrozumiał jedno: że zrzeszanie się czyni człowieka silniejszym, wydobywa na jaw najlepsze cechy poszczególnych jednostek i daje radość, której niełatwo doznać żyjąc tylko dla siebie: radość odkrycia, jak wielu jest ludzi uczciwych, dzielnych i zdolnych, dla których warto się trudzić, by osiągnąć coś prawdziwie dobrego (podczas gdy żyjąc samotnie, odczuwa się najczęściej coś przeciwnego: dostrzega się raczej złe cechy ludzkiej natury, te, które każą wciąż trzymać rękę na gardzie szpady)

***

Czy wiesz, że mógłbyś rządzić i pomniejszą szlachtą i nosić tytuł diuka?
Wiem, że jeżeli więcej myślę od innych i tych moich myśli im udzielam, a oni przyjmują, to jest to właśnie rządzenie.

—————————————

Chwalę i pozytywnie oceniam książki, które utwierdzają mnie w moich poglądach, opiniach, ocenach (no tak to jakoś jest). Tutaj – trafiłem na sporo rozbieżności. To nie do końca jest mój świat. A mimo to wycisza, zachwyca, dziwi.

Czasem podziwiam zaskakujące formy literackie, eksperymenty, nowatorskie formy. Tutaj literacki kształt powieści nawiązuje raczej do wiekowych źródeł. I na pewno nie szokuje.

Nie mam przekonania do stawiania najwyższych not po jednokrotnym przeczytaniu książki. Na to potrzeba dwu lub trzykrotnej lektury na przestrzeni co najmniej kilkunastu lat. Choćby dla sprawdzenia czy jej charakter jest rzeczywiście ponadczasowy. Tutaj jeszcze długo przed dotarciem do końca wiedziałem, że dam jej pięć gwiazdek.