Obrazowy, prawdziwy, wspaniały

Obrazowy, prawdziwy, wspaniały

Ile razy sięgnę po Hemingway’a mam potrzebę powtórzenia zachwytu nad żywością i obrazowością jego języka. Pochylenia się nad jego niezwykłą umiejętnością łączenia słów w zdania w sposób, który nadal zachwyca w tłumaczeniach. Te wersy są warte czytania bez względu na to, co opisują.

Powrót do KOMU BIJE DZWON ucieszył mnie tym razem czymś jeszcze. Powieść odczytałem jak relację reporterską, w której akcja pojawia się tylko po to, żeby dać autorowi większą swobodę prezentacji myśli, obrazów, opisać napotkanych ludzi i zdarzenia. Elementy spajane sensacyjną fabułą były teraz ciekawsze od samej treści, którą przecież już znałem. Historia jak w NOCNYCH WĘDROWCACH Jagielskiego, z licznymi, prawdziwymi postaciami i zdarzeniami „zagęszczonymi” jedynie do grupy bohaterów książki i ich losów.

Lata mijają, opisane wydarzenia są coraz bardziej odległą historią. A książka nic się nie zestarzała. Dalej jest świeża, żywa, barwna i soczysta.

Reklamy

Przezroczysty

Przezroczysty

Tak się złożyło, że w jednym czasie dotknąłem dwóch, chyba krańcowo różnych, podejść do literatury wysokiej próby.

Tomasz Mann i Ernest Hemingway.

Pierwszy – zanurzony w refleksje, dygresje, tkwi w środku opowiadanej historii, jest przed nią, wyprzedza czas i zagląda co będzie „po”, a często po prostu przygląda się jej z boku.

Drugi – przeciwnie. Chłonie emocje, myśli, nastroje swoich bohaterów i odbije je jak w lustrze. Nie sili się na tłumaczenia, komentarze. Ale same obrazy są żywe i pomimo swej, momentami skrajnej, prostoty – pełne.

Wydaje się, że treść poszczególnych rozdziałów MIEĆ I NIE MIEĆ łączy postać Harrego Morgana, ale tak naprawdę nie przeszkadza to autorowi opisywać ułamki z życia osób, których Harry minął na ulicy – a nawet nigdy nie miał okazji spotkać. Znaleźli się tylko w tym samym miejscu i czasie co bohater.

Język Hemingwaya? Co z tego, że nigdy nie interesowałem się wędkowaniem. Opis polowanie na marliny z pierwszych stron powieści wystarczył, żeby zaciskać ręce na nieistniejącej wędce i zmagać się z walczącą o życie rybą. Jak on to robi że mimo zmieniających się postaci, tak łatwo wejść „w skórę” opisywanych ludzi? A zawsze wydawało mi się, że jego pisarstwo jest po prostu przezroczyste…

Codzienność

Codzienność

Wojna i miłość to dwa tematy, które nie tylko osiemnastolatkowi mogą nieźle zamieszać w głowie. Czytana onegdaj książka i dziś nie straciła nic ze swojej zadziwiającej siły. Balans między tym co konieczne, a tym co chcę i mogę jest tu zachowany i pokazany po mistrzowsku.

Jak zawsze u niego – fikcja ma jednak solidne podstawy. Jest tu idealnym reporterem, który relacjonuje wojnę tak samo, jak smak szklanki whiski, niespodziewaną miłość czy lęk przed śmiercią. Bardzo to bliskie, ludzkie, swoje – kiedy uczestniczy się z bohaterem książki w jego CODZIENNOŚCI.

Hemingway pisze w sposób „przezroczysty”. Tak bardzo, że dla mnie POŻEGNANIE Z BRONIĄ, jest wolne od narzuconej z góry ideologii (patriotyzmy, idealizmy, pacyfizmy, wolność, przymus). Drugie dno powieści jednak istnieje. Za ważne tematy się tu znalazły, żeby ich nie było. Będą za to dla każdego inne – nałożone na jego własne emocje, doświadczenia, wyobrażenia.

Nawet jeśli zna się treść i zakończenie – ta książka ma wciąż wspaniały smak.

„Należy dobrze walczyć nawet w przegranej sprawie” E.H.

Na jednym z koncertów (nagranych i dostępnych na płytach) Jacek Kaczmarski mówi, jak przyzwyczaił się do tego, że sięga po – i czyta książki, których nikt już nie czyta. Dlatego zanim zaśpiewa piosenkę inspirowaną takim dziełem woli słuchaczom najpierw opowiedzieć, o co chodzi w książce i piosence.

Wygląda na to, że książki Ernesta Hemingwaya … nie są wznawiane. Znak czasów? Nobel z literatury (1954) nie ma już nic do powiedzenia? Chyba jednak wydawcy się mylą. Skoro nawet Bartek Kędzierski poświęcił mu podwójny odcinek „Włatców móch”.

Dlaczego o tym piszę? Dlaczego chwalę akurat tego autora i jego książki? Przed wszystkim bo… jest mi obojętne o czym pisał. Wystarcza mi JAK to robił. O czym są jego opowiadania, nowele, powieści – każdy w sieci znajdzie w kilka sekund. Jeśli sięgnie po którąś – słowo pisane dostarczy mu doznań z zupełnie innej sfery. Język, jakim pisał nie traci nawet w tłumaczeniu zdolności przenoszenia WSZYSTKICH zmysłów w opisywaną sytuację, miejsce, czas. Taką literaturę smakuje się dotykiem, zapachem, przyspieszonym i zwolnionym oddechem, przymkniętymi powiekami i zupełnym wyłączeniem się z rzeczywistości.

Czyżby brakowało chętnych do przeżycia jeszcze raz swojego pierwszego pocałunku… (?) 😉