Czysta Magia

Czysta Magia

Efekt przeczytania tego zbioru opowiadań był dwojaki. Pierwszy to zaskoczenie nad kunsztem myśli i skojarzeń autora, który tworzy takie perełki jak opowiadanie RYCERSKOŚĆ czy SPRAWA 24 KOSÓW, TROLLOWY MOST, PTAK SŁOŃCA.

To jest szaleństwo inteligentnego mózgu. Podobne brewerie wyprawia Pielewin. Tylko są to dwie krańcowo różne kultury i środowiska – ale rozmach podobny. I nawet uwaga Gaimana, że zbiór reprezentuje opowiadania dla młodzieży (?) – jak dla mnie – jest nie na miejscu.

W zbiorze jest umieszczony również jeden rozdział z KSIĘGI CMENTARNEJ. To wystarczyło, żebym sięgnąć po nią ponownie i przeczytał ją głośno (w odcinkach) chętnemu słuchaczowi. To drugi efekt lektury zbioru opowiadań. Ale naprawdę podczas tego czytania, kolejny raz doskonale się bawiłem.

Neil Gaiman – M jak Magia

  • Sprawa 24 kosów
  • Trollowy most
  • Nie pytaj diabła
  • Jak sprzedać Pontyjski Most
  • Październik w fotelu
  • Rycerskość
  • Cena
  • Jak rozmawiać z dziewczynami
  • Ptak słońca
  • Nagrobek dla wiedźmy (rozdział z Księgi cmentarnej)

Otwarte oczy

Otwarte oczy

Wydawałoby się, że od lektury książek Gaimana można oczekiwać wyłącznie dobrej rozrywki. Rozrywka rzeczywiście jest tu doskonała. Ale ta konkretna historia fantasy pozszywana jest z drobin zwykłej rzeczywistości. Szarawe kawałki składające się na: dzień dobry, do widzenia, śniadanie, biuro, lunch, wieczorny mecz w telewizji – i to wszystko co zdarza się pomiędzy nimi.

Mozolnie, powoli, opornie – bohaterowi (i nam) otwierają się oczy. Wizja Gaimana przedmioty, miejsca, sytuacje i zdarzenia znane z naszej codzienności zmienia w świat równoległy – funkcjonujący tuż obok, pod nogami, za ścianą, nad głową. Jest tam – ze swoją dziwną logiką i żelaznymi zasadami.Świat z rzeczy, ludzi oraz istot… o których zapomnieliśmy. Szeroko otwarte oczy można co prawda zamknąć. Ale najfajniejsze jest to, że tego co się widziało, nie da się już potem ani zignorować, ani zapomnieć.

PS.

Klimatem jesteśmy niepokojąco blisko zdarzeń (snów?), które spotkały pewną Alicję. Jest tu mnóstwo zabawy słowami i poza tym sporo skojarzeń, dygresji, odnośników – do dobrej literatury. Nie byłem w stanie sprawdzić tego osobiście, ale jeśli wierzyć mądrzejszym ode mnie – oryginał od nich, aż kipi. A nie zawsze widać to w tłumaczeniu.

Niemożliwe?

Niemożliwe?

Ludzie chcą zapomnieć o tym co niemożliwe. Dzięki temu ich świat staje się bezpieczniejszy.

Historie Neila Gaimana są jakimś nowym poziomem fantasy. Niewiele można powiedzieć o tej książce w sposób, który nie zepsułby przyjemności jaką przygotował autor – i co bardzo ważne – dawkuje i odkrywa czytelnikowi stopniowo, z umiarem i systematycznie. Z każdym rozdziałem (które są odrębnymi historiami) zdobywamy coraz większą wiedzę o bohaterach, tle wydarzeń, świecie w którym rozgrywa się historia. I nie jest przesadą, że w perfekcyjnie zaplanowany sposób apetyt czytelnika naprawdę rośnie w miarę jedzenia, tzn. czytania.

Łamanie konwencji i symboli świata nadprzyrodzonego (np. wampiry, wilkołaki, śmierć)  nabiera tu dodatkowo czarownego (niezłe słowo – co?) charakteru.

Jest nawet polski (ha ha ha!) akcent.

Dla mnie bomba!

Doskonała, najwyższa jakość wśród lżejszej (czy jednak na pewno lżejszej?) literatury.

Znam swoje – chwalę cudze

Znam swoje – chwalę cudze

Fikcja literacka sprawia, że możemy wniknąć w cudze głowy, w cudze miejsca, spojrzeć na świat obcymi oczyma. A potem historia kończy się, nim zginiemy, czy też umieramy w niej – śmiało i na niby, by w świecie poza opowieścią obrócić stronę, zamknąć książkę i wrócić do własnego życia.

To cytat z Gaimana, ale cała historia to wina BEZCENNEGO – pana Miłoszewskiego. Choć pamiętałem recenzję Pirlim Pem Pem skusiłem się na promocję e-booka. Pomyślałem sobie, że sensacja nie każdej kobiecie musi się podobać, a ja potrzebowałem właśnie czegoś lekkiego. Dla odpoczynku i „odmóżdżenia”. Ale jak zwykle – chytry dwa razy traci. Moja wzrastająca z wiekiem upierdliwość i czepianie się drobiazgów pozwoliły przebrnąć jedynie przez pierwsze 20 – 30(?) stron. W każdym razie wystarczająco, żeby dowiedzieć się o totalnej niewiedzy autora na tematy, które zechciał włączyć do akcji swojej książki. Nic nie wie o samotnym wychowywaniu dzieci, a z tematami wspinaczkowymi wyraźnie zetknął się w amerykańskim filmie z Sylvestrem S. w roli głównej. I na tym poprzestał. Nie znam dalszych szczegółów BEZCENNEGO – ale nie jestem już ich ciekaw. Zostałem z „niesmakiem w oczach”.

Z desperacją zanurkowałem w Gaimana.

I dokładnie tego było mi trzeba.

Wy ludzie mówicie o życiu i śmierci jakby to były dwie rzeczy wzajemnie się wykluczające. Jakby nie istniała rzeka, będąca równocześnie drogą, czy pieśń będąca kolorem. (…) Musisz pamiętać, że życie i śmierć to dwie strony tej samej monety.

Znowu potwierdziło się, że na styku gatunków łatwiej trafić na coś ciekawego, oryginalnego. Trochę sensacji, trochę fantasy, umiejętnie wkomponowany moralitet. I gotowe. Pięknie napisane i niegłupie. Lekkie, a jednocześnie delikatnie skłaniające do refleksji. Z naciskiem na delikatnie. Najlepsze, że to co mądre i życiowe wyskakuje w toku powieści jakby „niechcący” i „przy okazji”.

Po prostu świetne!