Drogi panie Dymitrze!

Drogi panie Dymitrze!

Podobała mi się Pan pierwsza książka o społeczności Metra. Pełna nadziei – ale i nie pozbawiona realiów i prawdy o tym co tkwi naprawdę w człowieku. W kontynuacji Pana powieści znalazłem dużo więcej tego optymizmu. Może to zgorzknienie, ale dzisiaj wydaje mi się dość naiwne, że wierzy Pan w człowieka, który zawsze chce budować społeczność, wspólnotę, dbać o rodzinę i tworzyć kulturę.

Nic z tego panie Dymitrze. Broń w ręku i poczucie bezkarności budzi w człowieku wyłącznie złe cechy. I nie warto porównywać nas z jakimikolwiek drapieżnymi reprezentantami świata zwierzęcego. Brak jest tak podłych i niskich odpowiedników.

Mimo wszystko cieszę się, że Pan ma w sobie taką nadzieję. Cieszę się, że Pan – jako Rosjanin – tą nadzieją się dzieli. Cieszę się tym bardziej, że znam już recenzje Pana ostatniej książki WITAJCIE W ROSJI. I wiem, że w swoich opiniach nie jest Pan sam. Jest Was więcej.

Narasta we mnie przekonanie, że Pana kraj rozpoczął agresją na Ukrainę III wojnę światową. Małymi krokami, ale konsekwentnie różni ludzie w Pana kraju dzielą narody na równych i „równiejszych”. Co gorsza rozpleniają tę zarazę również za granicą. Decydują kto ma prawo mówić,a kto jedynie słuchać rozkazów. Kto może stanowić prawo, a kto urodził się niewolnikiem i ma nim pozostać. Brak ślepego posłuszeństwa to wystarczający powód do mówienia o zdradzie i wojnie jako atrakcyjnym i najbardziej właściwym rozwiązaniu dla przyszłości.

Na pewno zdaje Pan sobie sprawę, że Wam – pisarzom, redaktorom i dziennikarzom – zostało już mało czasu na reakcję. Chciałbym, żeby Pan i Pana koledzy postarali się jeszcze bardziej. I Wam i nam – odbiorcom i czytelnikom – nie zostało już naprawdę wiele czasu, żeby zareagować. Możliwe, że już teraz potrzebujemy cudu.

Bo nie każde miasto ma metro przygotowane na ostateczne rozwiązanie.

Mikrokosmos?

Mikrokosmos?

Książka była zacnie gruba. Młody polecał, więc czemu nie spróbować?

No i opłaciło się.

Stworzone zgodnie z najlepszymi regułami gatunku METRO 2033 można połykać całymi haustami. Ciężko zająć się innymi tematami, zdecydować się na sen lub przeciwnie na wstanie rano z łóżka. Całość wciąga jak kiedyś „telewizornia”.

Natłok zbiegów okoliczności budził początkowo obawy – czy to na pewno literatura „dla dorosłych”? Ale autor nie zawiódł zaufania. Podziękowania ze wtręty, sceny poboczne i zaskakujące dialogi. I za zakończenie.

Opisywane moskiewskie metro to mikrokosmos odbijający nasze człowiecze społeczeństwo. I nie jest to obraz ciepły, pogodny i przychylny ludziom. A finał akcji rozwijającej się przez prawie 600 stron brzmi jak zatrzaśnięcie ciężkich drzwi. A my zostajemy zamknięcie za nimi – w ciemnościach.

Można się pokusić o przypuszczenie, że książka to forma terapii na małą depresję u inteligentnego, zorientowanego w świecie i społeczeństwie korespondenta wojennego i dziennikarza.

Tylko skąd taki sukces powieści i tłumaczenia na kilkadziesiąt języków?

Czyżby jednak miał rację?