cyganblog

W pewnym wieku nie po to człowiek bierze książkę do ręki, żeby się denerwować. (Jerzy Pilch – Dziennik)

O miłości?

O miłości?

Opinię na temat JHB już mam. Nie zmieniła tego jego najnowsza książka. Od zwrotu o „oplataniu spojrzeniami” trzęsie mnie już nie tylko wewnętrznie (nie mnie jednego). Nie pomogła nawet jego modyfikacja i „nowe ciuszki” nałożone na tekst wyskakujący co rusz jak królik z kapelusza. Ale te moje nerwowe komentarze dotyczą stylu (lub osobowości autora). Tej bezczelności nie tylko w pisaniu, która pozwala mu wcisnąć się tam, gdzie inni nie mieliby szans.

I może tylko dlatego powstała książka zdecydowanie warta przeczytania bo… lekko niemożliwa. Różna od wszystkich lepszych lub gorszych dzieł powstających w bardzo hermetycznym środowisku wspinaczy gór wysokich. Napisana na podstawie obserwacji z boku. Ale obserwacji w środowisku, do którego zwykli śmiertelnicy nie mają i nigdy mieć nie będą dostępu.

JHB jest dobrym reporterem. Widzi bardzo dużo. Nie zapomina. Kojarzy fakty. Nie daje się zmanipulować. Pretensje można mieć do jego wizji, oglądu rzeczywistości. Ale nie do błędnych obserwacji.

Nie napisał jednego złego słowa wprost. Ale mam wrażenie, że perfekcyjnie „odarł” – co za słowo(!) – himalaizm z ideologicznych zachwytów dla ceprów. Zachwytów, którymi karmią książki o górach, przemówienia działaczy i listy do sponsorów wypraw wysokogórskich. I mam takie dziwne przekonanie, że i tak otrzymujemy w książce historię w wersji „soft”.

A tak na koniec. Rzeczywiście dostajemy do ręki historię o miłości. Choć nie tak i nie takiej jak wymyślił sobie autor przed powstaniem książki.

Dzienniki niecodzienne

Dzienniki niecodzienne

Bardzo lubię rosyjski sposób myślenia. Dla mnie niedościgniony współczesny ideał takiej literatury to Pielewin.

Lubię też historie „stamtąd”. Także reportaże.

Czytałem DZIENNIKI KOŁYMSKIE znając już opinie moich ulubionych recenzentów. Nie było dobrze. Dostało się Jackowi za hipsteryzm, powierzchowność, za pisanie pod tezę. Za nieumiejętność słuchania. Dorzucę jeszcze jeden minus – spieszy się. Ma obowiązek składania relacji do Gazety. Musi mieć materiał. Więc go ma. Jest na końcu świata? Jest. Jest w egzotycznym dla Europejczyka miejscu? Jest. Czego chcieć więcej?

Można chcieć. I to bardzo dużo.

JHB ma ogromną wiedzę o Rosji – ale tak mało z tego korzysta.

Mówi po rosyjsku – ale nie ma chwili na pogłębienie tematu.

Wciąż jest w drodze.

Szybciej, szybciej, szybciej.

Ale stara się.

A do tego (i na szczęście) – jego bohaterowie bronią się sami.

…ale radzę wam, żebyście pisali jak najprościej – mówi Dora. – O mnie też. I niedużo. Bo niewiele rozumiecie”

Wybory

Wybory

Trochę nie mogę się zdecydować. Czy kraj, który opisuje autor jest tak bardzo nieeuropejski, że wszystkie historie szokują i zaskakują bardziej niż czytane niedawno historie o Afryce? Czy może to efekt skali, że w kraju tak niewyobrażalnie rozległym i różnorodnym można znaleźć naprawdę wszystko? Wystarczy tylko umieć uważnie patrzeć.

Wywołany do odpowiedzi jeszcze nie potrafię też odpowiedzieć czy Jacek Hugo Bader jest lepszy od najbardziej cenionych przeze mnie Wojciecha Jagielskiego i Mariusza Szczygła. Rosja i kraje byłego Związku Radzieckiego są tak egzotyczne, że treść reportaży może przesłaniać rzeczywisty kunszt autora. Może gdyby pisał także o innych stronach świata byłoby mi łatwiej wybrać.