Szlachetna bezradność

Szlachetna bezradność

Przewijają mi się przed oczami autorzy, którzy życiowo zostali dotknięci i naznaczeni problemami, zmaganiem ze strachem, chorobami, nałogami. Pomyślałem sobie, że ich twórczość często (subiektywna opinia podyktowana chwilowym wrażeniem – ale może jednak do obrony) cechuje duża wrażliwość, staranność w języku i snutej refleksji. Jakby pisanie było obroną przed własną bezradnością i dowodem dla samego siebie, że inny – dobry, pogodny świat naprawdę istnieje.

Język Pilcha to muzyka. Dobra muzyka. Dlatego zdecydowanie wolę audiobooki jego książek. Złapałem się na tym, że właściwie do wszystkiego, co Pilch pisze podchodzę jak do historii autobiograficznych, widzę jego postać i cieszę się głosami, który pasują do autora. Jak dotąd nie zdarzyło się, żeby lektor nie stanął na wysokości zadania.

MIASTO UTRAPIENIA nie jest najwyższym osiągnięciem Pilcha – ale nie ma też podstaw do jego wyraźnej krytyki. Ot, wrażenie emocjonalne. Może być też tak, że tytuły, które uważam za lepsze – były po prostu subiektywnie lepiej przeczytane. Rzecz nie warta roztrząsania.

Za to zawsze jest dobry czas, żeby czytać i słuchać zdania takie jak: „Niedostrzegalny dla ludzkiego oka cień uśmiechu przemknął po twarzy policjanta.” 😉

Jerzy Pilch – Miasto utrapienia

miasto_utrapienia_2

Reklamy

Człowiek, który umie patrzeć

Człowiek, który umie patrzeć

Nie da się ukryć, że lubię prozę Pilcha. Chyba nawet trochę za nią szaleję. Szczególną przyjemność daje słuchanie jego książek. Jeśli przy tym również lektor jest jego fanem – przyjemność jest podwójna.

10 opowiadań zgromadzonych w tomiku dotyka różnych, także pikantnych tematów. W sposób przekonujący historie opowiadane są w pierwszej osobie. Jednak to, co zaczarowało mnie zupełnie – to wspomnienia. Wiślańskie historie rodzinne to baśnie, opisywane słowami kogoś, kto widzi przeszłość i przyszłość – a także wnętrze, uczucia i myśli swoich bohaterów. Nie tylko widzi, ale patrzy na nie ciepło, cierpliwie, z miłością. Czy można okazać większą życzliwość i szacunek?

 

I nie ma znaczenia czy rzeczywiście wszystko to miało miejsce. Bohaterowie opowieści są piękni tacy, jakimi opisał je Pilch. Trochę boscy i bardzo, bardzo ludzcy.

Żywot człowieka myślącego

Żywot człowieka myślącego

Początek podróży to biblioteka, do której się (nie bez pomocy osób trzecich) zapisałem. Celem bezpośrednim były komiksy Neila Gaimana – ale o tym może innym razem. Niechcący zabłądziłem na półkę z audiobokami. Dalej było prawie 16 godzin za kierownic w towarzystwie zapisków Jerzego Pilcha czytanych przez Krzysztofa Gosztyłę.

Zacznę od parafrazy.

Powiedzieć, że Gosztyła doskonale czyta oraz interpretuje prozę Pilcha – to nic nie powiedzieć.

Gosztyła czyta brawurowo. Nie pokrywa błędów sztuką wymowy, bo się nie myli. Do tego czyta tak jak Pilch powinien sam myśleć swoje pisanie. Jest „wzorcem metra” interpretacji prozy Pilcha. W ustach Krzysztofa G zawartość Pilcha w Pilchu wydatnie wzrosła.

Krótkość tekstów tylko podnosi ich wartość. Lektor nie tylko podkręca błyskotliwość pilchowego języka. Ale wspaniale oddaje wewnętrzne nastroje towarzyszące konkretnym zapiskom. Efekt pracy duetu Pilch – Gosztyła skutkował w wielu przypadkach oplutą ze śmiechu przednią szybą samochodu (od środka oczywiście).

Osobną radość wywoływała treść. Wspominana przeszłość i teraźniejszość, prywatna i publiczna, reakcje i komentarze na to co jest i spotyka obywatela tego kraju AD 2010-2011. A w efekcie doświadczenie ulgi, że nie jestem takim ostatnim marudzącym zgredem, któremu coraz więcej się nie podoba. I te moje narzekające intuicje mają jednak jakieś podstawy, które określić i dowcipnie podsumować potrafią inni – na przykład Jerzy Pilch.

I panie Jerzy – zgadzam się z Panem w wielu kwestiach.

A najbardziej w dwóch.

Nie ma nic gorszego niż głupota.

I lenistwo.

Nałóg pierwszy

Nałóg pierwszy

Bardzo broniłem się przed tą lekturą. Nie porywa, nie cieszy, nie śmieszy i nie ciekawi mnie w żaden sposób wiodący motyw powieści i konieczność bardzo bliskiego obcowania ze szczegółami, które mu towarzyszą. Film jeszcze pogłębił to moje odsunięcie. Jak widać – nieskutecznie. Po prostu sięgnąłem po czytnik i już pierwszy rozdział rozłożył mnie na łopatki. Dalej nie było już tak różowo, ale bezwzględnie trzeba oddać autorowi szacunek. Pięknie oswaja swego demona. Pięknie pisze, bo nie wymyśla.

Z jednej strony nie byłem w stanie bawić się w pełni dowcipem i słownymi grami, które – jak to u Pilcha – potrafią zachwycić. Z drugiej – prawdą jest nie tylko to co pisał o nałogu. Prawdą jest również to, że „Język jest moim drugim, co mówię drugim – język jest moim pierwszym nałogiem”.

I temu akurat nie warto się opierać.

Jest jeszcze trzeci możliwy punkt widzenia. Jeśli nie spróbujemy śmiać się, kiedy jest źle, bardzo źle, tragicznie źle (polecam kluczową scenę w „Jakiś potwór tu nadchodzi”) – zostanie tylko rozpacz, bezsens i śmierć w beznadziejnej pustce. A czego jak czego – nadziei Pilch na pewno nie stracił.

Dwóch bohaterów

Dwóch bohaterów

Pierwszym bohaterem powieści jest przymiotnik.

Nie miałem styczności z twórczością Pilcha wcześniej. I do razu wpadłem w pisarstwo „na bogato”. Słowa wylewają się z autora jak woda ze strumienia po burzy. Nie znaczy to, że jest ich za dużo. Efekt jest zadziwiający, bo autor skutecznie panuje nad wszystkim. Właściwie tą książkę się nie czyta. Ją się wchłania, albo odwrotnie jest się przez ten język porwanym. Piękno przymiotników osiąga tu arcymistrzostwo. Bo chociaż to nie wzburzona woda – ale na pewno żywioł. Różnie można reagować – roześmiać się w głos, przeczytać komuś wyjątkowy fragment dzieląc się emocjami lub potrząsnąć głową ze zdziwienia. Oszałamiające.

Drugi bohater to wyobraźnia

Obrazy jakie ten „Pilchowy” język wymalowuje to osobna „bajka”. Bohaterów, zdarzenia, sceny opisuje ktoś o nieprzeciętnym spojrzeniu, swojej i tak naprawdę tylko sobie znanej wizji świata i ludzi. Ta wyobraźnia zmienia Ziemię Cieszyńską w sceny wyjęte z najlepszych „nawiedzonych” filmów. Czy to jeszcze Jerzy Pilch? A może ten klimat nie pochodzi z głowy autora tylko Tim Burton zawitał w Beskid Śląski i podyktował scenariusz panu Jerzemu?

Nieważne. Ciesze się, że mam za sobą kawał świetnej literatury.