Twierdza

Twierdza

W swoich felietonach z lat 50. Stanisław Lem napomknął o twórczości Kafki jako o ciekawostce, która z klasyczną literaturą nie ma wiele wspólnego. Ot, nowinka taka.

Raczej konsekwentnie próbuję sygnalizować emocje, które powstają we mnie podczas lektury kolejnych tytułów. I nie silę się na recenzje z prawdziwego zdarzenia.

Wolę lekturę, której autor miał jakąś myśl przewodnią do przekazania od tej, która jest obrazem wnętrza autora. Fakt, że im bardziej pogmatwane to wnętrze, tym ciekawsze rzeczy powstają. Zamek nie nastraja optymizmem. Jest ewidentnie brudnoszarym majakiem sennym z logiką lekko koszmarnego snu, z którego każdy raczej próbowałby się obudzić.

Jeśli nawet próbował się przez swoje pisanie wyrwać z tego, co go dusiło – nie udało mu się. Za to dusi teraz także mnie. Może kiedy spotkam bliżej Listy do Mileny, będę mógł powiedzieć o autorze coś ciepłego.

Reklamy

Pozytywnie zakręcony

Pozytywnie zakręcony

Mój muzyczny świat byłby o wiele bardziej uboższy, gdyby nie spotykani w różnych momentach „szaleńcy”, pasjonaci, mentorzy. Bez nich nie zaistniałyby (i nie zostały w nim) takie zespoły, głosy i projekty jak: Alan Parsons Project, XIII Stoleti, Bel Canto, Camel, Cream, Efterklang, Ewa Cassidy, Gentelman, Iron Butterfly, Jethro Tull, King Crimson, Lacrimosa, Madredeus, Norah Jones, Porcupine Tree, Rainbow, Sigur Ros (rok wcześniej niż puściła to jakakolwiek polska stacja), The Plastic People of the Universe, UFO, Vanilla Fudge, Wishbone Ash, Archive, Budgie, Cocteau Twins, Deine Lakaien, Eloy, Gotan Project, Jan Garbarek, Massive Attack, Portishead, Stina Nordenstam, This Mortal Coil, Velvet Underground, … i jeszcze sporo innych.

W każdym z tych przypadków najpierw był zafascynowany konkretnymi dźwiękami i głosami człowiek. I to w sposób na tyle głęboki, szczery i żywy – że potrafił nie tylko przekonać, ale zarazić swoją pasją innych. Jest znacząca różnica między podaniem kilku faktów z historii zespołu i zaklasyfikowania jego twórczości, a emocjonalną opowieścią – czym ta muzyka stała się dla zafascynowanej nią osoby, co w niej odkryła, co w niej otworzyła. Wtedy dźwięki „przetworzone” przez ludzkie emocje są zupełnie nową jakością.

Coś podobnego niesie ze sobą książka Aleksandra Kaczorowskiego PRASKI ELEMENTARZ. To nie suchy zbiór faktów na temat najbardziej znaczących dla czeskiej literatury pisarzy. To osobisty pamiętnik kogoś, kto nie tylko WIE o Czechach i czeskiej literaturze bardzo dużo, nie tylko ZNA ją bardzo głęboko, ale posiada również rzadką dziś umiejętność ROZUMIENIA W ZNACZENIU WSPÓŁODCZUWANIA czasów, zdarzeń i ciężaru historii w jakiej współuczestniczyły narody środkowoeuropejskie od chwili odzyskania niepodległości (i tożsamości) – do dnia dzisiejszego. Tak na marginesie – ta ostatnia cecha wydaje się niedostępna kulturze Zachodu Europy.

Kafka, Hrabal, Kundera, Skvorecky, Kolar, Capek, Hasek… Pewnie za chwilę wynotuję sobie ich najbardziej znaczące tytuły wg bardzo osobistego klucza Aleksandra Kaczorowskiego. Żeby je w miarę możności odnaleźć i przeczytać.

Nieważne czy sympatia do kraju na południu rozpocznie się od wycieczki do Pragi, nart w Pecu czy IGRASZEK Z DIABŁEM z w starym Teatrze Telewizji. Stąd już niedaleko do „Praskiego elementarza”. A dalej może być tylko lepiej 🙂