Apokryf

Apokryf

– Bóg świadkiem, że nasze dusze są ochocze – zaczął niepewnie Piotr – ale ciała…

– Zamknijcie się do licha! Kiedy dusza jest ochocza, ciało nie ma nic do gadania. (…) Spójrzcie tchórze, spójrzcie na mnie. Cały posiniaczony, ubranie w strzępach, podbite oczy. I dlaczego? (…) Bo stanąłem w obronie waszego Mistrza. Ja walczyłem z całym tłumem – ja, ja karczmarz, zawszony Cyrenejczyk! A dlaczego to zrobiłem? Może niby uwierzyłem , że jest Mesjaszem i jutro zrobi ze mnie wielkiego pana? Nic z tych rzeczy! Z szacunku dla samego siebie i wcale tego nie żałuję!

Chyba największą krzywdę, jaką zrobiono tej powieści było przedstawienie jej, jako obrazoburczej. Fakt – autor gwiżdże koncertowo na teologiczne standardy, ale w tym przypadku – a wydaje mi się, że jest to przypadek odosobniony – nie ma tu założonej uprzednio złośliwości, kpiny, prowokacji, która miała zapewnić sukces nowej książce. Nie na tym wypada się skupić.

To nie jest książka ani dla materialistów, ani dla agnostyków. Raczej dla wszystkich, którzy nie potrafią niczym zapełnić głębi, jaką w sobie odkryli. W GREKU ZORBIE wszystko było na wierzchu, blisko. Bardzo człowiecze i bardzo ludzkie. W KUSZENIU Powszechna znajomość głównego bohatera Jezusa – przesłania nieco serce autora (i wydaje mi się, że również jego intencje).

Tutaj wpadamy w historię człowieka, który nie mieści się w ramach materialnego i czasowego świata. Ale nie mieści się również w ramach dostępnego świata duchowego. To człowiek, który wierzy. Wierzy boleśnie, samotnie, bez oparcia w czymkolwiek i w kimkolwiek.

I nie da się nie zauważyć jak bardzo bliska jest taka postawa Kazantzakisowi, jak bardzo wydaje się ją rozumieć i współodczuwać. Jest odbiciem potrzeby, której nie dało się spełnić w sposób formalny. Niesamowite i piękne.

Czym jest „prawda”? Czym „fałsz”? To, co daje ludziom skrzydła, co tworzy wielkie dzieła i rozświetla dusze, to co wznosi człowieka ponad ziemię – to wszystko jest prawdą. To, co pozbawia go skrzydeł, jest fałszem.

Reklamy

Smak doskonały

Smak doskonały

Nie lubię w literaturze (i w życiu) ludzi absolutnie pewnych wszystkiego – bez wątpliwości i błędów. Obawiam się bohaterów (i ludzi), którzy nie mają potrzeby zatrzymania się, którzy się nie dziwią… Taka literatura cuchnie polityczną agitacją albo religijną sektą.

Wolę, jeśli ktoś klęka przed „nie wiem”, „nie rozumiem”. Cenię i podziwiam tych, którzy szukają, boją się, łamią sami ze sobą. Wolę tych, na których spada ciężar dociekania, prób zrozumienia, zmagania ze światem, ideą, marzeniem, strachem, którzy się buntują…

Kazantzakis nie zawodzi. Wiara i zwątpienie; szczęście i pustka – splatają się ze sobą. Strach przed śmiercią, przemijaniem i zgoda na „wieczność” w teraźniejszej chwili. Dużo tu tego. Niby wszystko tworzy całość historii, ale pojedyncze fragmenty są same w sobie przypowieściami, historiami i rozważaniami, które z powodzeniem mogą żyć swoim własnym życiem.

Żal prześlizgiwać się po tej książce bez chwili czasu, bez możliwości zwolnienia – przeczytania danego fragmentu jeszcze raz.

Chociaż z drugiej strony… książka otwierana teraz „na chybił trafił” smakuje równie doskonale 🙂