Moje życie z Mozartem

Moje życie z Mozartem

Mam w swojej biblioteczce książki z podkreśleniami, uwagami i dopiskami dobrej przyjaciółki. Zaglądając do nich widzę nie tylko treść podaną przez autora, ale również emocje i myśli ważnego dla mnie czytelnika. Mam ich tam oboje.

Pomysł wydania razem z muzyczną płytą bardzo osobistej książki zawierającej wyimaginowane listy Schmitta do Mozarta jest doskonały. Listy to znaczące zdarzenia z życia autora – i to od jego młodości – które nierozerwalnie związały się z konkretnymi utworami Mozarta. Maleńki tomik można przeczytać błyskawicznie. Jednak możliwość wsłuchania się w muzykę wspartą wyznaniami Schmitta sporo zmienia.

Pamiętam jak bardzo przeszkadzał mi brak wiedzy muzycznej w odbiorze i smakowaniu DOKTORA FAUSTUSA Tomasza Manna. Tu nie ma podobnego problemu.

Słowa książki są znacznie jaśniejsze. Emocja autora bardziej czytelne. Muzyka przestaje być anonimowym tłem, nabiera osobistego charakteru, wyrazistości, mocy i głębi. I jest najzwyczajniej piękniejsza. I chociaż książka skończona już dawno to płyta nadal tkwi w odtwarzaczu.

Słucham jej.

I są tam obaj.

Eric Emmanuel Schmitt i Wolfgang Amadeusz Mozart.

Razem.

 

Eric Emmanuel Schmitt – Moje życie z Mozartem

moje_zycie_z

Moda na sukces

Moda na sukces

Już wiem co się dzieje, kiedy znany i poczytny autor potrzebuje gwałtownie pieniędzy. Albo podpisuje z wydawnictwem umowę, z której musi się wywiązać w ściśle określonym terminie. Nieważne czy ma coś – czy nie ma niczego do powiedzenia.

Przez połowę książki czekałem na zaskakującą woltę, która wyjaśni dlaczego autor wybrał taki, a nie inny sposób charakteryzowania bohaterów. Ale wolty nie było.

Jesteśmy w literackiej wersji „Mody na sukces”. Bohaterowie uprawiają seks. Na wszystkie możliwe sposoby (z wyłączeniem tych zakazanych prawnie). W kółko i na okrągło. Zwolennicy wszelakich preferencji seksualnych powinni być usatysfakcjonowani. Czyta się bardzo szybko, tylko… do samego końca nic z tego nie wynika.

Świetnemu pisarzowi trafił się tym razem gniot. Ale nie trzeba go z tego powodu porzucać „na wieki” i krytykować bez końca. Wystarczy sobie „Papugi” darować i sięgnąć po jego inne, doskonałe tytuły.

Eric-Emmanuel Schmitt – Papugi z placu d’Arezzo

Oczywistości pana Schmitta

Oczywistości pana Schmitta

Ludzie dzisiaj są tacy sami jak 100 czy 1000 lat temu. Dobrzy i źli, mądrzy i głupi, pracowici i leniwi. To się nie zmieniło. Za to siła i możliwości oddziaływania „miałkości” wydatnie nam wzrosła.

Schmitt ma wielki talent do opowiadania o rzeczach ważnych i dobrych w sposób, który nie jest „drewniany” i prymitywny. Chce się go czytać, słuchać. To dla mnie wspaniała okoliczność.

Nie odpowiada mi „kryterium najniższej ceny/kosztu” obecne w mediach i literaturze (byle jakie wiadomości; byle jakie artykuły; byle jakie treści; byle jakie książki; w założeniu dobre książki byle jak i w pośpiechu napisane – za to głośno reklamowane). Więcej mądrości niż takie publikacje dostarcza mi obserwacja mojego psa.

Wierzę w dobre instynkty, jakie budzą się w człowieku pod wpływem nowych i czasem niespodziewanych zdarzeń – w to co opisuje Schmitt. Wierzę w sytuacje i zdarzenia, które zmieniają w człowieku serce (budzą je). Konfucjusz w osobie hotelowej babci klozetowej jest dla mnie bardziej prawdopodobny i wartościowy od manipulacji medialnych i mediów epoki Ctrl+C – Ctrl+V.

Chciałem komentarz do tej niewielkiej książeczki zacząć od pytania – po co opowiadanie do przeczytania w jeden (bardzo krótki) wieczór wydane zostało w twardej oprawie, w cenie prawie 25 zł (dokładnie 23,90 zł)? Ale rozwinięcie tego wątku byłoby podwójną niesprawiedliwością.

Po pierwsze książka została mi pożyczona, nie ja za nią płaciłem.

Po drugie – teraz chcę ją mieć na swojej półce. Żeby pożyczyć, kiedy ktoś zechce. Żeby samemu sięgnąć za rok, za 5, za 10 lat. Żeby przeczytać ją na głos – komuś, albo żeby samemu móc usłyszeć zdania, które są tam zapisane.

Tak – tak; Nie – nie

Tak – tak; Nie – nie

Im cieńsze są książki Schmitta, tym więcej uwagi trzeba im poświęcać.

Prosta fabuła i historia budowana w sposób zrozumiały absolutnie dla każdego, nie jest tu dla mnie jedynie zasłoną dla uniwersalnego przekazu (jak dawne bajki i baśnie). Nie ma za zadanie „skłaniać do refleksji”. Nie odkrywa na nowo „zapomnianych” prawd i wartości.

Ona raczej oczyszcza z ideologii. Dokładnie i sumiennie. I choć porusza temat znany, oczywisty, wiadomy, to i tak najważniejsze zdarza się tuż przed „napisami końcowymi”. I wtedy trzeba skonfrontować swoją postawę z jej treścią. Czy na pewno zrozumiałem, o czym była ta historia, o czym opowiadała?

Niewygodna chwila.

Niekomfortowa.

Znaleźć się w centrum ewangelicznej przypowieści, w której TAK znaczy TAK, a NIE – znaczy NIE.

„A co nadto jest – od Złego pochodzi”

Być pisarzem

Być pisarzem

Literatura ostrzega nas przed zawierzeniem uproszczeniom. Całkowicie się w tym różni od ideologii.”

Nowe wydania książek Schmitta mają na końcu odautorski komentarz. Nawet więcej. To rodzaj dziennika z procesu twórczego. Ale po kolei.

Tomik jest całością. Nie przypadkowym zbiorem opowiadań. Startujemy od DWÓCH PANÓW Z BRUKSELI gdzie motywem spajającym całą opowieść jest związek dwóch homoseksualistów. Potem PIES, który ratował człowieka. Ale historia jest zupełnie inna od pierwszych skojarzeń przy takim temacie. Tytułowe MAŁŻEŃSTWO WE TROJE zaskoczyło mnie zupełnie. Dałem się całkowicie złapać w „sidła” autora i dopiero ostatnie zdanie tekstu otworzyło prawdziwy obraz tej historii. SERCE W POPIELE mówi o cierpieniu. A właściwie o tym co się dzieje, kiedy je odrzucamy. Wreszcie DZIECKO UPIÓR – chyba najmocniejsza rzecz tego zbioru. Nie tylko historia, ale autorski komentarz do opowiadania (włącznie z historią jego powstania), zwalają z nóg. Jak beznadziejnie prymitywnie brzmią w mediach dyskusje gadających głów na podobne tematy. Logika księgowych w miejsce logiki życia.

Kolejna książka autora, nad którym rozpływam się w zachwytach. Przy całej nieporadności języka i budowaniu fabuły na co najmniej mało prawdopodobnych zbiegach okoliczności lektura przyspiesza oddech i bicie serca. Dlaczego? Odpowiedź była w jednym z opowiadań. Cytuję” „Być pisarzem oznacza miłość do ludzi”.

Kiedy kobieta kocha

Kiedy kobieta kocha

Osiem kobiecych historii miłosnych, pisanych przez autora w pośpiechu i trochę potajemnie. W efekcie powstały opowiadania bardzo proste. Ale dobro, które w nich widać nie jest ani nachalne, ani prostackie. Jak zawsze u Schmitta opisane/wymyślone zdarzenia naturalnie otwierają się na wszystko co tkwi w człowieku. Jak zawsze też autor jest bezgranicznie tolerancyjny dla ludzkiej natury. Niczemu się dziwi. Wszędzie widzi jasne punkty. Nigdy nie traci nadziei. Chociaż jest to ten sam świat co za oknem, co w sensacyjnych newsach dziennika – w oczach Schmitta jest to dużo lepszy świat. To niesamowity dar tak patrzeć na ludzi.

Na drugim biegunie książka – terapia, książka – spowiedź. Wiadomo co było przyczyną jej powstania i jaki jest temat wiodący. Historia uczucia i lęku opisana została rozumowo, językiem reportera. A przez to w sposób zrozumiały dla facetów. Krok po kroku wyłaniał się ze stron obraz emocjonalnego potwora, który niszczy i paraliżuje od wewnątrz, który powoduje robienie tylu głupich (w oczach mężczyzn) rzeczy. Jednak w treści znalazłem dużo więcej. Z ułamków zdarzeń, słów, niedopowiedzeń tworzy się obraz znacznie szerszy. Nie tylko: Jak żyć z mężczyzną, którego życie koncentruje się na cudzych wojnach? Także: Jak żyć z kobietą, która zapomina, że ma dzieci albo milcząc przesiaduje przed wyciszonym telewizorem?

Piękne tematy. Zwłaszcza teraz kiedy przestaliśmy naprawiać zepsute rzeczy. Zamiast tego bez chwili wahania wymieniamy je na nowe.

Kim pan właściwie jest panie Schmitt?

Kim pan właściwie jest panie Schmitt?

Lubimy piosenki, które już znamy. Jeśli sięgamy po tzw. tygodniki opinii – to nie po to, żeby poznać cudze zdanie, ale raczej utwierdzić się w swoim. To samo dotyczy poglądów na życie społeczne, wartości etyczne i religijne. W cenie jest jasna, czytelna wyrazistość.

Dlatego nie do końca wiem co napisać na temat małego zbioru czterech krótkich utworów scenicznych zamkniętych w INTRYGANTKACH. Z jeden strony szybko odnalazłbym tam echa własnych poglądów, z drugiej musiał pominąć milczeniem zdania i opinie co najmniej dla mnie kłopotliwe.

Uwiedzione przez Don Juana kobiety zwabiają go w zasadzkę, by odbyć sąd nad nim i ukarać za zdradę. Tylko co tak naprawdę tkwi w każdej z nich? Między pragnieniem zemsty, a bezgranicznym uwielbieniem jest ocean możliwości. A może zawodowy uwodziciel jednak wie, jakie jest znaczenie słowa miłość…

Tajemniczy gość (Bóg?) z wizytą u Sigmunda Freuda. Dziwne, jak wiele mają sobie wzajemnie do powiedzenia.

„Czyśćcowa spowiedź” zmarłego na AIDS homoseksualisty.

Szatan znalazł skuteczny lek na swoją depresję. Piekło odetchnęło. Ale co to oznacza dla ludzi…

 ***

Panie Schmitt, skąd pan bierze pomysły do swoich książek? Od kogo czerpie te opinie i poglądy jakie w nie wkłada? Dlaczego pana pisarstwo tak niepokoi?

I kim pan właściwie jest?