Baczność!

Baczność!

Obowiązkowa służba wojskowa w krajach „demokracji ludowej” doczekała się licznych opisów i adaptacji filmowych. Z racji jej negatywnych cech i skutków zwykle mało jest w nich do śmiechu. Ale od czego są literackie talenty naszych południowych sąsiadów? Chyba nikt nie potrafiłby zrobić tego lepiej od nich. Tylko sięgnąć i delektować się 🙂

Patrzył na obraz skomplikowanego świata nieprzejrzystej gry checks and balances, gdzie ludzka i państwowa działalność polega na nieustannej walce o wygodne, korzystne, lepsze i jeszcze lepsze miejsca. Pomyślał, że ta złożona wspólnota towarzyszy jest powiązana strasznie delikatną siateczką wzajemnych przyjaźni i wrogości, zobowiązań i przysług, sympatii i antypatii, pokrewieństw i zasad, przypominających wręcz prawa zemsty rodowej; że znajdują się oni w niekończącym się strumieniu skomplikowanej akcji, w czasie której bierze się pod uwagę pomoc jednych, opór drugich i możliwe intrygi z trzeciej czy trzydziestej strony. Zdumiał się, jak ogromna praca umysłowa jest tutaj poświęcana na tworzenie kombinacji różnych możliwości, na ocenę sit i słabości, jak wiele tu zależy od posiadania bądź braku informacji nadających się do szantażu. W porównaniu ze spokojnym syfem wojska wydawało mu się, że ludzie w cywilnym życiu znajdują się w nieustającym pogotowiu bojowym, że z heroiczną odwagą prowadzą nieprzerwany bój wszystkich towarzyszy przeciw wszystkim, którego cel i jakikolwiek sens zniknął gdzieś w nierzeczywistości, ponieważ całe to szalone teatrum, z niezrozumiałych powodów finansowane z kasy państwowej, wydaje się najbardziej oczywistym przykładem niestałości rzeczy, tej resztki greki, powtarzanej bez zrozumienia na szkoleniach politycznych: panta rhei, nieustających zmian dialektycznej walki przeciwieństw, w której jedni się wynurzają, a inni toną pod powierzchnią kariery, a ci, co się utopili, po chwili za nogi ściągają w dół następnych i po ich tonących plecach szybko wspinają się w górę.”

Reklamy

Pozytywnie zakręcony

Pozytywnie zakręcony

Mój muzyczny świat byłby o wiele bardziej uboższy, gdyby nie spotykani w różnych momentach „szaleńcy”, pasjonaci, mentorzy. Bez nich nie zaistniałyby (i nie zostały w nim) takie zespoły, głosy i projekty jak: Alan Parsons Project, XIII Stoleti, Bel Canto, Camel, Cream, Efterklang, Ewa Cassidy, Gentelman, Iron Butterfly, Jethro Tull, King Crimson, Lacrimosa, Madredeus, Norah Jones, Porcupine Tree, Rainbow, Sigur Ros (rok wcześniej niż puściła to jakakolwiek polska stacja), The Plastic People of the Universe, UFO, Vanilla Fudge, Wishbone Ash, Archive, Budgie, Cocteau Twins, Deine Lakaien, Eloy, Gotan Project, Jan Garbarek, Massive Attack, Portishead, Stina Nordenstam, This Mortal Coil, Velvet Underground, … i jeszcze sporo innych.

W każdym z tych przypadków najpierw był zafascynowany konkretnymi dźwiękami i głosami człowiek. I to w sposób na tyle głęboki, szczery i żywy – że potrafił nie tylko przekonać, ale zarazić swoją pasją innych. Jest znacząca różnica między podaniem kilku faktów z historii zespołu i zaklasyfikowania jego twórczości, a emocjonalną opowieścią – czym ta muzyka stała się dla zafascynowanej nią osoby, co w niej odkryła, co w niej otworzyła. Wtedy dźwięki „przetworzone” przez ludzkie emocje są zupełnie nową jakością.

Coś podobnego niesie ze sobą książka Aleksandra Kaczorowskiego PRASKI ELEMENTARZ. To nie suchy zbiór faktów na temat najbardziej znaczących dla czeskiej literatury pisarzy. To osobisty pamiętnik kogoś, kto nie tylko WIE o Czechach i czeskiej literaturze bardzo dużo, nie tylko ZNA ją bardzo głęboko, ale posiada również rzadką dziś umiejętność ROZUMIENIA W ZNACZENIU WSPÓŁODCZUWANIA czasów, zdarzeń i ciężaru historii w jakiej współuczestniczyły narody środkowoeuropejskie od chwili odzyskania niepodległości (i tożsamości) – do dnia dzisiejszego. Tak na marginesie – ta ostatnia cecha wydaje się niedostępna kulturze Zachodu Europy.

Kafka, Hrabal, Kundera, Skvorecky, Kolar, Capek, Hasek… Pewnie za chwilę wynotuję sobie ich najbardziej znaczące tytuły wg bardzo osobistego klucza Aleksandra Kaczorowskiego. Żeby je w miarę możności odnaleźć i przeczytać.

Nieważne czy sympatia do kraju na południu rozpocznie się od wycieczki do Pragi, nart w Pecu czy IGRASZEK Z DIABŁEM z w starym Teatrze Telewizji. Stąd już niedaleko do „Praskiego elementarza”. A dalej może być tylko lepiej 🙂