Czas

Czas

Od komentarzy i recenzji książki, dzieła, arcydzieła, super powieści (niepotrzebne skreślić) roi się w internecie i podręcznikach literatury.

Onegdaj rozpisałem się trochę na temat JÓZEFA I JEGO BRACI i sporo z tego mógłbym powtórzyć tutaj: https://cyganblog.wordpress.com/2015/11/28/ludzie-juz-tak-nie-mowia/

Ponownie to, co zachwycało tam – czyli wspaniała, rozłożysta i panoramiczna narracja – wróciło dostarczając podobnych łagodnych, ale wyrazistych emocji. Ja po prostu lubię rytm, w jakim Mann snuje swoje rozważania. Lubię spokój, który zwalnia od usilnej i nieustannej interpretacji wydarzeń, postaci, ich dialogów i opisywanych zjawisk. Daje odpocząć od nieustannego śledzenia faktów i rozwijającej się intrygi. Za to swobodnie pozwala skupiać się na każdym zdaniu i scenie.

Może dzieje się tak dlatego, że dla mnie bohaterem CZARODZIEJSKIEJ GÓRY jest nie kto inny, tylko sam Czas. Jak zawsze w życiu ludzkim – wyjątkowy oryginał. Zachwycająca bezradność postaci w zderzeniu z Czasem. Konfrontacja, której nikt z pojawiających się w książce nie może uniknąć. Zresztą nie tylko w książce. I to jest właśnie najpiękniejsze.

Ludzie już tak nie mówią

Ludzie już tak nie mówią

To słowa Nicolasa Cage’a w scenie ze „Skarbu Narodów”. Głos bohatera filmu zachwyconego ideałem, gdy chwilę wcześniej czytał na głos tekst Deklaracji Niepodległości. Przepraszam za cytat z mało ambitnej produkcji filmowej, ale ta prosta myśl najlepiej w tym momencie pasuje mi do ducha powieści Manna.

Ta lektura jest trochę jak medytacja. Sam autor w pewnym momencie pisze „kosmos naszej historii”. I rzeczywiście to jest cały Wszechświat, cały świat w słowach.

„Inność” pisarska Manna jest dla mnie ciągle zachwycająca i powalająca. Za to tak bardzo go lubię. Przez to do niego wracam. Opowiadana historia to jedno. Ale przy tym autor/narrator jest tak samo ważną postacią książki jak jej bohaterowie. Wkracza na scenę – przypomina, komentuje, interpretuje i rozmawia nie tylko z czytelnikami ale i sam ze sobą.

Zachwyt nad trzema opasłymi tomami jest obwarowany jednym, ale zasadniczym zastrzeżeniem. Mann stworzył w powieści ogromną przestrzeń z historii znanej w jego czasach WSZYSTKIM Europejczykom. Biblijne losy Józefa Egipskiego, patriarchów z ich sensacyjnym posmakiem znał i pamiętał każdy. Jeśli nie przez kształcenie religijne to na pewno przez przesycone nią: literaturę, malarstwo, rzeźbę, architekturę, muzykę – to wszystko co tworzy w człowieku kod kulturowy.

Z taką znajomością rzeczy książka rozkwita, mieni się kolorami, czaruje światłocieniem, żongluje nastrojami. Wiara, baśń, legenda połączone po mistrzowsku z archeologią, filozofią, historią i „historią przed historią”. Wszystko przenika się nawzajem, splata i płynie. I wtedy książka smakuje jak wyszukany obiad w najlepszym przyjacielskim towarzystwie.

Gorzej gdy tej podstawy brak. Może to tylko anegdota, że wśród studentów historii sztuki zdarzają się pytania; np. o obrazy Madonny

– Kim właściwie jest ta pani z dzieckiem?

Bo w takiej sytuacji może zabraknąć determinacji by przebrnąć przez jakieś 1600 stron dzieła noblisty z 1929 roku.

jozef 2