Smak soli

Smak soli

Największe powieści Waltariego zawsze były dla mnie historiami o człowieku, opowiadanymi przez kogoś o ogromnej wrażliwości, delikatności, cierpliwości. Na dodatek podanymi w formie historii snutych przez wyjątkowego bajarza. Tak proponowane: miłość, cierpienie, tęsknota – nie były wcale sztuczne, ckliwe, nudne. Przeciwnie. Przyciągały i porywały.

W krótkim OBCY PRZYSZEDŁ NA FARMĘ zderzamy się z dosłownością. W tej książce nie ma miejsca na łagodne otoczki. Ból, zmęczenie, starość, nienawiść, nałóg – nie udają czegoś innego. Ale są dokładnie tym co oznaczają.

Waltari w ciężkiej fizycznej pracy, zmaganiu z przyrodą widzi prawdziwą wartość. Życie miejskie leży na przeciwnym biegunie. Jest źródłem obłudy, pustki, niepokoju, kłamstwa. Wszystko czytelnie widać je w konkretnych postawach opisywanych postaci. Kiedy wreszcie pojawia się nadzieja na lepsze jutro – musi dojść do konfrontacji

Mika Waltari – Obcy przyszedł na farmę

Cztery zmierzchy

Cztery zmierzchy

…często w nocy zdawało mi się, jakbym wszystkie książki, które w swym życiu przeczytałem kładły się na mojej piersi i nie pozwalały oddychać

Kiedy znany i ceniony pisarz tworzy historię o sobie samym, można spodziewać się humorystycznego spojrzenia na siebie, publicznej spowiedzi, bardziej lub mniej podkręconego peanu na swoją cześć.

…w tym szczerym opowiadaniu usiłowałem jednak przedstawić rzeczywistość, bo moim zdaniem pisanie nie rekompensuje trudów, jeśli nie będzie się człowiek starał powiedzieć prawdę

Na szczęście u wielu ludzi przekraczanie wieku średniego i zbliżanie się do jego górnych stref wiąże się ze wzrostem cierpliwości, łagodności, szczerym spojrzeniem na własne wady, błędy, głupotę.

coś gorzko we mnie łkało i pragnąłem, by pies był obok i strzegł mego snu, by ktoś choćby obcy, wziął mnie za rękę, abym mógł zasnąć. Ale ludzie niechętnie trzymają dłoń kogoś obcego, choć często i namiętnie się całują. Dlatego sądzę, że ręką można dużo więcej powiedzieć niż ustami…

Z przyjemnością przyglądałem się z bliska człowiekowi, którego znałem i domyślałem się przez najpiękniejsze momenty Egipcjanina Sinuhe, Mikaela, Czarnego Anioła, Turmsa nieśmiertelnego.

Jedna trzecia

Jedna trzecia

Waltariego można słuchać/czytać non stop. Historie w jego książkach mogą trwać i rozwijać się w nieskończoność. To taki sposób pisania, który nie wymaga zakończenia.

TRYLOGIA RZYMSKA to wielkie trzy tomy. Ponad doba nagrań audiobooka. To chyba najdłuższa książka Waltariego i moim zdaniem… najsłabsza. EGIPCJANIN SINUHE, CZARNY ANIOŁ, MIKAEL, TURMS NIEŚMIERTELNY, KARIN CÓRKA MONSA i COŚ W CZŁOWIEKU nie zostawiły takiego wrażenia.

Żeby było jasne – to nie jest zarzut do warsztatu literackiego! Za to do bohaterów.

Pierwsza część (TAJEMNICA KRÓLESTWA) tylko rozbudziła apetyt. Było wszystko co trzeba – emocje, wyjątkowe czasy i sytuacje, tajemnice których najwięcej jest… w człowieku. I znak rozpoznawczy Waltariego – smutek. Poczucie niemożności i upór w wybieraniu czegoś więcej – wbrew otoczeniu, bliskim, samemu sobie.

Za to kolejne dwie (RZYMIANIN MINUTUS, MÓJ SYN JULIUSZ) rozczarowały. Mistrz nadal był w dobrej formie. Akcja nie nużyła – wręcz przeciwnie budziła ciekawość. Tylko nie znalazłam klucza do bohatera książki. Ten u Waltariego może być kimkolwiek – bohaterem lub tchórzem, mędrcem lub głupcem. Może przeżyć przemianę lub zmarnować wszystkie szanse. Wszystko w rękach autora. Ale tu Minutus jest wewnętrznie szarym nikim. Na dodatek ma pieniądze. Coraz więcej pieniędzy. Pozwala traktować się jak głupca, bo to daje szansę przeżycia i pomnażania bogactwa. Ociera się o świętość, ale jest na nią odporny. Patrzy na śmierć najbliższych ale „instynkt życia” skutecznie gasi emocje i wspomnienia. On trwa. Do końca swojego i książki.

Upierdliwy się zrobiłem. Nawet zabieg autora w epilogu nie pomógł mi za bardzo. Szkoda opowiadać historię takiego syna po TAKIM Ojcu. Tamten był przede wszystkim prawdziwy. Wystarczyło skończyć pracę na TAJEMNICY KRÓLESTWA. Byłoby fascynująco, oryginalnie, wyjątkowo. Jak zawsze. Byłaby nieodłączna niepewność i smutek, po którym „poznaję” Waltariego, i przez który tak bardzo go lubię i do niego wracam. Ale ta druga i trzecie część… Akcji naprawdę nie brakuje. Od początku do końca dzieje się bardzo dużo. Tylko… Kim w końcu jest bohater? Czego chce? Dokąd idzie? I po co?