Historie rodzinne

Historie rodzinne

Spodziewałem się kolejnej powieści o gmatwaninie ludzkich uczyć i emocji. Ale HISTORIE RODZINNE należy brać dosłownie. To zapiski o prawdziwej rodzinie autora. I chociaż ograniczone do wspomnień o wujkach i stryjkach, to ich liczba jest na tyle pokaźna, że starczyło na całą książkę.

Wreszcie wiem skąd Wharton brał inspiracje do swoich książek. Mając tak liczną rodzinę, którą tak doskonale obserwował i zapamiętywał – zyskał wspaniałe pierwowzory dla swoich bohaterów. A do tego było ich tak wielu, że mógł swobodnie łączyć i mieszać je w swoich powieściach. I chyba dlatego jego bohaterowie nie są sztuczni, wymyśleni – ale po prostu żywi.

William Wharton – Historie rodzinne

Reklamy

Ptasiek

Ptasiek

Chodziły słuchy, że pierwsza książka Whartona jest jednocześnie jego najlepszą. Czy najlepszą – nie wiem. Ale na pewno świetną.

To jest ten rodzaj fikcji, która pozszywana jest w całości z kawałków prawdy. Właściwie już tylko to wystarczy, żeby docenić książkę i autora. W takiej powieści jest już wszystko, co potrzebne do powstania grupy wiernych czytelników.

A sam PTASIEK to na dodatek taki rodzaj historii, która nie jest niewolniczo związana z założonym wcześniej planem. Akcja zmienia się, rozwija, przeskakuje z jednego bohatera na drugiego, chwilami biegnie równolegle. A ten misz – masz tylko uatrakcyjnia całość i pozwala na własne, subiektywne zdanie czytelnika o tym, co naprawdę się dzieje w opowieści.

Jednym słowem – jest świetnie: sensacyjnie i refleksyjnie; bardzo prostoliniowo, a chwilami filozoficznie; marzycielsko, fantazyjnie – a za chwilę naturalistycznie. A wszystko w jednej, niedużej książce.

Przysmak

Przysmak

Czytanie tej samej książki w odstępie kilkunastu lat mogę porównać do jedzenia posiłku w zupełnie różnych okolicznościach. Najpierw tylko dla zaspokojenia głodu. Za drugim razem do odkrycia przy stole nowych smaków i nieznanych wcześniej przypraw. A wszystko to przy sympatycznej dyskusji o wykwintnej potrawie w sprawdzonym gronie przyjaciół.

Tak było i pewnie na zawsze tak zostanie, że docenia i rozumie się w słowach autora swoje własne uczucia i stany emocjonalne. A te zmieniają się z wiekiem i doświadczeniem. Inaczej nawet intensywność opisów i wizja autora w jakiejś mierze pozostanie dla czytelnika obca.

Byłym kiedyś oburzony postawą bohatera. Głowa nabita ideałami nie pozwoliła na nic innego. Trochę inaczej wygląda to dzisiaj. Szczególnie po kolejnym potwierdzeniu środowiska w temacie mojej upartej natury.

Znając zakończenie już wcześniej bawiłem się myślą – jak będzie smakować ten przysmak za kolejne kilkanaście lat?