Tak wyszło

Tak wyszło

Do tej pozycji wróciłem. Choć z wizyty u przyjaciół przywiozłem jeszcze pięć innych nieznanych mi książeczek pani Amelii, lekturę zacząłem właśnie od powtórzenia „Tak wyszło”.

Czyżby została moją ulubioną?

Na pewno budzi najmniej oporów (kulturowych, wewnętrznych).

Strach analizować i pisać szczerze – co też takiego we mnie siedzi, że tak mi się podobają te historie.

W każdej dotychczas przeczytanej książki AN z bohaterów wychodzi mnóstwo ukrywanych przez nas na co dzień instynktów. Tylko, że tam przedstawiane jako coś naturalnego – nie dziwią, nie gorszą. Przyjmuje się je w sposób oczywisty, albo co najwyżej z lekkim zdziwieniem. Lub też zbywa milczeniem. Bo jak tu skomentować COŚ TAKIEGO.

W tej urzeka jeszcze jedno – tytuł. Rewelacyjne wytłumaczenie zbiegów okoliczności, które prowadzą bohatera książki do jego (czy aby na pewno tylko jego?) Arkadii.

Po prostu TAK WYSZŁO.

Reklamy

Znowu!

Znowu!

Długi czas uważałem, że Amelie Nothomb to jedynie pseudonim literacki, a tak naprawdę te historie pisze mężczyzna. Malutkie książeczki firmowane tym nazwiskiem są literaturą niepokojącą. Naturalistyczna forma opisu kłóci się ze standardami życia społecznego i może po prostu razić. Na pewno uwiera czytelnika, a przynajmniej jest momentami mocno dla niego niewygodna. Jednocześnie nie jest to prostacka stylizacja stworzona dla potrzeb szokowania i zwrócenia uwagi. Do tego treść całej historii za każdym razem uproszczona jest tak, że idea prawdopodobieństwa nagina się do granic wytrzymałości.

Obojętnie, który tytuł tej autorki miałem przed sobą, zawsze podczas lektury wzrastało zdziwienie, oburzenie, niesmak (?). Jednocześnie nie mogłem skwitować tego określeniem „prowokacja” – bo natykałem się raczej na wejście w jakieś pierwotne instynkty, których prawdziwości trudno zaprzeczyć. Moja medalowa trójka od pani AN to na razie: TAK WYSZŁO, RTĘĆ i KRASOMÓWCA.

Sięgając po DZIENNIK JASKÓŁKI wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Przynajmniej tak mi się wydawało. Skromne kilkadziesiąt stron i znane formy językowe nie zaskoczyły. Za to idea, pomysł i treść – jak najbardziej. Znowu!