Cieszyć się tym, co mamy

Cieszyć się tym, co mamy

„Bez względu na to, jak przyziemna wydaje się nam jakaś czynność, jeśli zajmuje nas wystarczająco długo, staje się aktem kontemplacyjnym”.

„Powiem coś banalnego. Jeśli – jak powiadają – rzecz jest warta zrobienia – trzeba poświęcić jej wszystkie siły, a nawet niekiedy więcej”.

Otrzymałem ostatnio przyjacielskie upomnienie, że czytając prozę Murakamiego wciąż wybieram pozycje, które nie są sztandarowymi tytułami sławiącymi kunszt autora. Faktycznie – tym razem miałem do czynienia z rodzajem refleksyjnego notatnika. Nie ma więc za bardzo możliwości komentowania warsztatu, fabuły itp.

Jest nieco”zgrzebnie”, za to sumiennie, systematycznie i wytrwale. Chyba nie muszę dodawać, że tak lubię. Na co dzień lubię. Wolę wypracowane, wymęczone i wyszarpane efekty od przypadków.

I dodatkowy bonus – w pewnym momencie (w pewnym wieku) sportowa rywalizacja zyskuje bardzo ciekawe pole odczuwania, walki, postępu, smaku. Nie jest kwestią zwycięstwa, ale pokonywania, przełamywania (tu można wkleić różne określenia) i czerpania z tego faktu nieznanych wcześniej satysfakcji. I to akurat rozumiem, współodczuwam i „współsmakuję”.

„Mogę się starać ze wszystkich sił, ale wątpię, bym osiągnął czas, w jakim kiedyś biegałem. Jestem gotów na to przystać. Nie jest to najradośniejszy z życiowych faktów, ale wraz z wiekiem trzeba się z nim pogodzić. Czas i ja mamy własne role do odegrania. (…) A jednym z przywilejów tych, którzy nie umarli młodo, jest błogosławieństwo starzenia się.”

„Z wiekiem uczymy się cieszyć tym co mamy. To jedna z niewielu dobrych rzeczy związanych ze starzeniem się.”

Reklamy

Oswoić śmierć

Oswoić śmierć

Na samym początku lat 90. trafił nam się nowy nauczyciel języka angielskiego. Nie nauczył nas jednak niczego, ani nie pogłębił w żaden sposób naszych miernych umiejętności posługiwania się językiem Szekspira. Wszystko przez to, że okazał się człowiekiem, który wrócił do ojczyzny po 12 latach pobytu w Japonii. W miejsce jakichkolwiek działań programowych słuchaliśmy historii z życia kraju i społeczeństwa na absolutnym końcu świata. Historii dotyczących zwykłych ludzi, zwykłych rodzin, zwykłych miast. A mimo to ich treść nijak nie chciała pomieścić się w naszych głowach.

Przewracając kolejne kartki „słuchałem” na nowo opowieści wykładowcy. O kraju mającym jeden z najwyższych w świecie odsetek samobójstw dzieci, samobójstw całych rodzin; o społeczeństwie, w którym okazywanie dzieciom akceptacji i ciepła jest formą nagrody za ich osiągnięcia – nie przysługującym każdemu dziecku prawem.

Tę historię Murakamiego rzeczywiście mógł przeczytać w Japonii „każdy”. To książka o normalności, o nadziei, o wierze w taką zwyczajną „szarą” miłość. O dojrzewaniu do pokochania kogoś. O dobrym życiu w cieniu śmierci. Takiej, która stoi zawsze blisko i zabiera przyjaciół bez powodu.

Najlepsze przed tobą

Najlepsze przed tobą

Ani recenzja z okładki, ani pierwsze trzy opowiadania (z tytułowym włącznie) niczego nie wyjaśniły. Niby wszystko proste i klarowne. Jak rysunek piórkiem. Tylko co z czym dopasować? Co z czym połączyć?

Mój pierwszy Murakami. Hmm…

Potem była „TAJLANDIA” i powoli zaczęło być lepiej. Ale dopiero w trakcie PAN ŻABA RATUJE TOKIO zniknęły opory, rozluźniłem się i uspokoiłem. Przy takim poziomie abstrakcji nie było trzeba doszukiwać się idei, sklejać zupełnie różnych historii dochodzić metodą dedukcji do klucza tłumaczącego całość. To co czytałem mogło nareszcie przepływać przez mnie swobodnie.

Kiedy w rozmowie wymieniłem tytuł zbioru opowiadań – znawca i miłośnik Murakamiego -stwierdził krótko.

– WSZYSTKIE BOŻE DZIECI TAŃCZĄ? Czytałem. Ale najlepsze dopiero przed tobą